sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: zwirek

Ale weź już przestań, bo to się robi nudne, powiedział Żwirek.

No, znajdźcie…

To zdjęcie jest zrobione dziś, czyli po trzech dniach od poprzedniego.

Dzięki, że wreszcie trochę uprzątnęłaś ten stół. Bo już było niewygodnie.

E tam, burknął Młody. Mogła się bardziej postarać.

…do notki pt. Sen z kotami…

Ten kotek wie jak śpią kulturalni ludzie. Ekhem… koty.

„Żyje!” zakrzyknął Wu.

No to uf. Nasz zbrojnik, czyli tak zwany glonojad zwany Nonkiem, jednak żyje. Zabrałam się dziś za sprzątanie kociego TV czyli naszego małego akwarium. Oj, zaniedbane ono, dawno już nic nie robiłam przy nim. I w trakcie wymiany wody oraz przerzedzania roślinek uświadomiłam sobie, że dawno nie widziałam Nonka… Akwarium jest niewielkie, ale zarośnięte, jest duży korzeń, skorupa kokosa specjalnie dla Nonka, żeby miał się gdzie chować. No i się chowa, bo Żwirek go straszy. Kiedy Nonek pojawia się przy przedniej szybie, natychmiast Żwirek leci na niego polować. Duży kot poluje na dużą rybę, he he. Ale przez te łowieckie zapędy Żwirka Nonek zdziczał i głównie się chowa. No i bardzo dawno już tego naszego glonojada nie widziałam…
Ale kiedy powiedziałam o tym Wu, ten zaczaił się na Nonka i cierpliwie poczekał, aż głód glonojada z kokosa wypędzi.

„Żyje! Widziałem tylko ogon, ale się ruszał! i strasznie rozwalał żwirek, aż słychać było szu szu szu! Ten glonojad to taki rybi Żwirek, co nie?”

Bo koci Żwirek jest ogromnym, ciężkim i umięśnionym kotem, który, kiedy ma głupawkę i zaczyna biegać po ścianach, niezłego bałaganu potrafi w domu narobić. Tak samo jak Nonek w akwarium.

Dwugłowy kot informuje, że można zagłosować na sztukęmruczenia wysyłając sms-a o treści H00661 na numer 7122.
Koszt to 1,23 brutto, na cele charytatywne.

O, tutaj są szczegóły.

Taki jasny i ciepły. Czy to ostatni taki piękny dzień w tym roku?

Czy zbliża się chłód i mrok?…

No niestety, zdarza im się, ale nie powiedzą, że coś boli… W dodatku koty bardzo dobrze i długo ukrywają swoje złe samopoczucie. Uważny opiekun wie jak jego kot się zachowuje i może szybko wychwycić nawet drobne zmiany w zachowaniu kota, które mogą świadczyć o chorobie. A im wcześniej się chorobę wykryje i zacznie leczyć, tym szybciej i łatwiej kot wyzdrowieje.

U nas koty pochorowały się „hurtem”. Niespodzianka ma zapalenie dziąseł (zauważyłam, że nerwowo je, jakby chrupki kłuły ją w zęby), Żwirek miał nawrót zapalenia pęcherza (często chodził do kuwety, sikał małymi porcjami i nerwowo się wylizywał pod ogonem), a Szczuruś ma chore nerki i coś jeszcze mu dolega, ale nie bardzo wiadomo co.

Nasz najstarszy ma najgorzej z tym chorowaniem, niewydolnych nerek nie da się wyleczyć, ale można zatrzymać albo bardzo spowolnić chorobę. Niestety, wymaga to i specjalnej diety, i leków – kroplówek, zastrzyków, tabletek. Szczuruś przez swoją chorobę zrobił się wybredny (ma do wyboru z pięć rodzajów karmy, a i tak kręci nosem), przytulaśny (przecież nie zrzucę z kolan chorego kotka), trochę kapryśny. Na szczęście całkiem cierpliwie znosi wszystkie zabiegi, chociaż czasem potrafi pokazać i powiedzieć co sobie o nich myśli. Przy kroplówkach na przemian mruczy i złorzeczy mi. W lecznicy pokazuje się od najlepszej strony i uwodzi cały personel, który się nim zajmuje. W domu miewa takie chwile, kiedy przypomina sobie, że koty polują na myszki – wtedy bierze swoją ulubioną myszkę i bawi się jak kociątko. A ja wstrzymuję oddech, żeby trwało to jak najdłużej.

… że nie mam czasu ani siły o tym pisać. Może trochę później.

transfuzja

Nasz Żwirek daje krew Rózikowi, kociakowi z nocnego połowu, zjedzonemu przez pchły. Ratuje małemu życie.

Tak naprawdę to powinnam mieć tylko pięć kotów, a nie siedem. Taki był plan, który zburzyli dwaj buro-biali bracia, Super Majo Bros (urodzeni 1 maja) czyli Żwirek i Muchomorek. Urodzili się w piwnicy na Kole, właściwie w dniu, w którym panie karmicielki ostatecznie zgodziły się na sterylizację ich mamy. No, ale było już za późno.

Losy braci były dość skomplikowane, najpierw Dom Tymczasowy u znajomej, później pół roku w domu stałym, z którego wrócili do nas, potem tydzień w drugim domu stałym i kolejny powrót z adopcji… No i zostali, głównie ze względu na chorobę Muchomorka. Choroba była ciężka i nieuleczalna, ale czasem zastanawiam się, czy to nie był jakiś podstęp, bo od dłuższego czasu nie ma po niej śladu. I niech tak zostanie, bo dziś nie wyobrażamy sobie zycia bez Żwirka i Muchomorka, naszych zwrotów adopcyjnych (podwójnych).

Muchomorek

Dziś wieczorem wracają do nas Małpeczka i Zbój.


  • RSS