sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wielkanoc

Wu na KOtMIKSACH ogłosił bitwę blogową (pkt. 5 notki) na koty wielkanocne. Niniejszym podejmuję wyzwanie! Zwłaszcza, że przy tej okazji mogę życzyć wszystkim kotom i ich ludziom (a zwłaszcza tym zaglądającym tutaj ;-) cudownych i wspaniałych i bardzo kocich Świąt Wielkanocnych! Wirtualnie dzielę się jajeczkiem oraz przesyłam wielkanocne koty na kartkach pocztowych.

Zaczynam od najstarszej kartki, choć to, że ona najstarsza, zgaduję – nie ma roku wydania. Kartka jest projektu Pawła Świątkowskiego, z Graficznej Pracowni Doświadczalnej Związku Polskich Artystów Plastyków w Łodzi. A kosztowała 1 zł + 10 gr na SFOS :-)

Druga kartka w sumie nie jest świąteczna, ale kotki w koszyku, na tle zieleni – no jakoś z Wielkanocą mi się skojarzyła. Pewnie przez ten koszyczek. Kartka została wydana w 125 rocznicę założenia The American Society for the Prevention of Cruelty to Animals (ASPCA), a było to w 1866 – czyli kartka jest z 1991 roku.

Na koniec tegoroczne życzenia świąteczne, jakie przysłała nam (tradycyjnie, pocztą) Kasia, siostra Wu. Dziękujemy :-)

A jeśli ktoś podejmie wyzwanie Wu i stanie do bitwy blogowej pt. „jak upchać kota między króliczka a palemkę”, to proszę o stosowny wpis w komentarzach, żebym zajrzała! Jak na przykład zajrzałam do wilddzik i zobaczyłam wielkanocne… koto-zające. Jutro warto zajrzeć na KOtMIKSY, Wu szykuje ciężką amunicję w koto-bitwie.

Tak pisałam trzy lata temu:

8.04.2007
Mam wspaniałe koty, ale czasem mam ochotę je udusić.

Wczoraj pół dnia spędziłam w kuchni (przygotowania świąteczne), a koty oczywiście nie odstępowały mnie na krok. Cały czas miałam co najmniej czworo kontrolero-pomocników. Żwirek uparł się ukraść moje mini-kraszanki (jajka przepiórcze gotowane w łupinach cebuli) i kilka razy musiałam dla nich szukać kryjówki. Muchomorek najchętniej by siedział w zlewie. Niunia udeptywała świeżo wyrośnięty owies. Szczurek robił demolkę na stole, on już nie kontroluje swojego tłustego cielska. Miś jojczył i jojczył. Całka plątała mi się pod nogami, ocierała – tak, że kilka razy mało nie zaliczyłam gleby. Najgorsza okazała się Lolka, cały czas spędziła w kuchni na próbach kradzieży, żebractwie i wyganianiu rezydentów z tego miejsca, gdzie jest jedzenie. Tylko Młody dostojnie polegiwał na krzesełku. Spróbujcie piec mięso albo robić nóżki w galarecie z taką bandą na karku.

Święta u mnie, więc już drżę co się będzie działo przy świątecznym stole.

9.04.2007
Wczorajszy dzień był zaiste męczący. Miałam gości przez 12 godzin.

Koty dały czadu oczywiście. Ustawienie stołu i nakrycie – mission impossible, ale my same Tomy Cruise’y, jakoś się udało. Potem już zawsze przy stole siedział funkcyjny i pilnował, żeby nic nie zniknęło w kocich paszczach. Mimo to Niuńka popróbowała galaretki z nóżek, a Młody prawie ściągnął sobie plasterek wędliny. Żwirkowi w końcu udała się kradzież jajeczka, więc pozbawiłam je skorupki i podałam – jako jedyny zjadł, reszty kotów jajka nie kręcą. Pod wieczór Lola siedziała mi praktycznie na głowie żebrząc o jedzenie. Miś eksmitował cukrowego baranka z owsa, bo przecież owies jest dla kotów. A goście wracali do domu mocno ofutrzeni.

Mieliśmy wtedy siedem kotów naszych i ósmą Lolę, „persiczkę” tymczasową.

grafika ze strony actioncat

Szu wielkanocna


  • RSS