sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: tchorz

Młoda i Kluska też na walizkach.

Czy one to wiedzą? Taka Kluska na przykład – jak tylko goście wyszli, wpakowała mi się na kolana i mruczała, mruczała, mruczała. Młoda przyszła się do mnie w nocy przytulić. Małpeczka przykleja się do mnie, a Zbój, którego niedawno oskarżałam o niechęć do mruczenia, popisuje się głośnym i głebokim wibrato.

Na pocieszenie zostaną nam Świerczek i Iglak. Świerczek, ktory zmyka przede mną jak przed diabłem, bo trochę chorował niedawno i musiałam codziennie go łapać i robić zastrzyki. Iglak, który patrzy na mnie spode łba i też zmyka przed dotykiem, ale popatrzeć i pozachwycać się pozwala. Koty dla koneserów – tylko czy tacy się znajdą?…

Najpierw, tak dla porządku przypomnę, że koty, o kórych (głównie) piszę tutaj, to koty dla których szukam domów. Obecnie dla siedmiu: dla Iglaczka, Świerczka, Młodej i dla czwórki małych indian.

A teraz ad rem.
Tyle tu napisałam złego o dwóch chłopakach spod tui… O Iglaczku, że tak dziczy, o Świerczku, że taki z niego tchórz. A tymczasem chłopaki przyszły się do mnie przytulić…
Iglak i Świerczek

A Świerczek kazał się miziać i drapać i w ogóle…
Świerczulo

Kochane, kochane tujowe chłopaki.

Każdy kotek ma swoje specyficzne potrzeby, czasem mocno pokręcone. Dla każdego kotka należy przygotować akcesoria, które te potrzeby zaspokoją, a kotka tym uszczęśliwią.

Świerczkowi do fajnego życia potrzebna jest piłeczka. Piłeczka musi być miękka, gąbkowa – bo Świerczek piłeczkę turla, gania, poluje na nią, ale też nosi ją sobie po mieszkaniu. A nosi ją w pyszczku, maszerując z wyrazem dumy i zadowolenia. Bo to jest jego piłeczka, sturlana, sponiewierana, ale jego! Miękka piłeczka ma jeszcze jedną zaletę w połączeniu ze Świerczkiem, otóż kiedy kotek ma fazę na zabawę w środku nocy, piłeczka z gąbki nie budzi sąsiadki z dołu. Jeśli coś ją budzi, to tupot Świerczka.

Świerczunio zaczyna wracać do dawnej formy – już kilka razy znowu do mnie gadał i przyszedł nawet sam (!) się pomiziać. Tchórzyk jeden z oczami jak spodki, jak już się przełamie i da pogłaskać, to staje się rozkosznym kociakiem, wygina się, nadstawia, przymyka ślipka i mruczy, mruczy, mruczy! Poza tym Świerczek pała wielką namiętnością do piłeczek gąbkowych i do starych frotek. Godzinami potrafi się bawić, łazić po domu z piłeczką albo frotką w zębach, podrzucać, ganiać, polować. Kiedy już w końcu znajdą się prawdziwi kociarze, którzy zakochają się w dzikawo-tchórzliwym przystojniaczku, to wyadoptuję Świerczka razem z kilkoma gąbkowymi piłeczkami (stare frotki jakoś głupio oddawać). 

Iglak dalej hardy i niedostępny. Taki hardy, że przedwczoraj przylazł do nas na kanapę i pozwolił się głaskać, a dziś w nocy zaległ przy mnie, przykleił się do mojego boku i zablokował mi opcję nocnego wiercenia się. Zamiast przewalać się z boku na bok mogłam się co najwyżej przytulić do mruczącego, mrocznego księcia. Iglak mnie wciąż zaskakuje, drzemie w nim hardy dzikus i milutki mruczuś jednocześnie. W dodatku jest taki piękny!

Dobre wieści

2 komentarzy

Przedwczoraj złapałyśmy białą siostrę Froterka, kociaki wylądowały w jednej klatce i Froter poczuł się bezpieczniej. Przestał tak strasznie dziczyć, dał się wymiziać tymczasowej opiekunce.

Misia i Kasia spodobały się pewnej pani, która chce przygarnąć dwa kociaki. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, kocinki zamieszkają u siebie już niebawem.

Młoda i Zuzik, moje tymczasowe kociaki z Ochoty, już ganiają na wolności, czyli w pokoju gościnnym. Są bardzo wesołe i kochane, zwłaszcza Zuzik – włącza mruczenie kiedy mnie widzi. Młoda to mała łobuziara, ale pogłaskana też się rozmrucza. Za kilka dni kociaki będą do wzięcia!

Tujaki sie leczą, oh yes! Świerczek już całkiem w porzo, w dodatku jakby mniej się bał łapania. Opracowałam widać dobry algorytm:

na kolana – głask głask – kurczaczek – głask – antybiotyk – kurczaczek
- głask głask – krople do oczu – kurczaczek – głask głask głask. Limba troszę zaflukana, inhalujemy.
Jest taka kochana, subtelna, mrucząca, bardzo jej było źle podczas inhalacji, a po wypuszczeniu od razu przyszła do mnie się przytulić zamiast mieć mi za złe. Iglak ma zmieniony antybiotyk (na bardzo silny i bardzo drogi niestety), no i efekty są. I też jakby lepiej się dogadujemy. Och Iglak, mój mroczny książę, ma takie wzruszające, umięśnione, krzywawe łapki.

Tak było wczoraj:
Najpierw łapanie Świerczka – ganianie po całym
mieszkaniu w kółeczko, zamknęłam sypialnię i zastawiłam dziurę w
drzwiach, więc ganianie było już tylko pokój – kuchnia. Świerczek w
końcu wskoczył na parapet w kuchni, zdybałam go tam, podchodzę – a on
nie zwiał, tylko położył płasko uszy i patrząc na mnie okrągłymi ze
strachu oczami zaczął okropnie płakać.
Wydawał z siebie tak straszne dźwięki, że mnie
sparaliżowało. Wzięłam go w końcu na ręce, przytuliłam, wygłaskałam – a
on sztywny ze strachu.
Dałam mu antybiotyk, krople do oczu, tym razem
na przytulanie i jakoś to poszło. Potem jeszcze potrzymałam Świerczka
na kolanach, głaskałam, aż zaczął wreszcie mruczeć. Poryczałam się
prawie.
Teraz jest odrobinkę lepiej, Świerczek już dwa razy dał mi się pogłaskać, nie wieje już tak strasznie.

Za to z Iglakiem tragedia, siedzi pod narożnikiem i sapie. Antybiotyk i krople poszły nieźle, ale później
koszmar – przygotowałam mu inhalację, kiedy wzięłam go na ręce,
poczułam, że jest rozpalony.
Musiałam wyjąć termometr, Iglak zdołał się uwolnić z moich objęć, no i zaczęła się jazda… Ganianie gorsze niż za Świerczkiem. Podrapał
mnie, podrapał Wu. W końcu udało mi się złapać Iglaka za kark, Wu
wziął go na kanapę, nakrył kocem, ja zmierzyłam temperaturę (pocieszam
się tylko, że do tych 41 stopni dołożył się stres). No i zastrzyk, na
szczęście tolfa, więc nie boli. Z inhalacji zrezygnowałam, żeby Iglaka
nie przegrzać bez sensu.

Od kilku dni tujaki chorują. Zaczęło się od kichania Iglaka i „zepsutych” oczek u obu kocurków. Limba tylko czasem kichnęła. Niestety, podawanie leków strachliwemu Świerczkowi i niezależnemu Iglakowi jest trudne. Bardzo trudne. Nie chcę ich brać z zaskoczenia, kiedy śpia, żeby nie zaczęli się bać zasypiać w swoich ulubionych miejscach – na łóżku albo na drapaku. Nie chcę ich łapać w kuchni przy jedzeniu albo zajętych zabawą. Na szczęście na Świerczka znalazłam sposób, czyli głaskanie i przytulanie, a Iglak nie jest pamiętliwy. Limba oczywiście bezproblemowa – mruczy i nie obraża się.

Teraz Świerczek wygląda już całkiem zdrowo, u Limby od początku było dobrze i dostaje antybiotyk tylko dlatego, że nie wolno przerwać kuracji, niestety Iglak coś nie bardzo reaguje na leki. Pewnie trzeba będzie coś zmienić.

Rezydenci się solidaryzują – Młody i Muchomorek też „popsuli” sobie oczka i też dostają krople.

W związku z chorobą tujaków nowe kociaki nadal siedzą w klatce w zamkniętym pokoju, odizolowane od kichającego towarzystwa. Maluchy bawią się jak szalone, mają wilczy apetyt i są już oswojone. Młoda mruczy i grucha, a Zuzik porzucił postawę pełną rezerwy i fukanie. Też mruczy. Mruczenie włącza mu się pod bródką albo na brzuszku.

O matko, jakie one sa śliczne!

Koty tymczasowe:

Iglak – dziczy, głupek jeden zwiewa kiedy chcę go głaskać, ale jak już go dorwę (bo na przykład jest zaspany), to mruczy, wygina się i nadstawia ulubione miejsca do miziania. Iglak zakochany jest w Młodym, wgapia się w niego jak w obrazek, tuli się jak do mamusi.

Cyprys – najpiękniejszy czarny kot na świecie. Ogromny i rośnie. Wampirzy – zmienia zęby i łazi mi po domu z podwójnymi siekaczami. Zrobił sobie dziurę pod pachą, czym mnie wystraszył i wylądował u wterynarza. Werdykt – ja (pierdoła) źle zrobiłam zastrzyk i to jest odczyn. Dziura się zasklepia samoistnie, chociaż Cyprys zaciekle zdziera sobie strupa. Cyprys jest kotem milusińskim i zazdrosnym, przybiega do mnie kiedy głaszczę inne koty, bo on też chce! I spojrzenie ma cudne, prawie jak Jodła.

Świerczek – przystojniacha różowonosy z niego się zrobił. Uwielbiam na Świerczka patrzeć kiedy leży na oknie albo na drapaku. Leży i urok roztacza. Z każdym dniem pięknieje, jak gadał tak gada, zawsze mnie to wzrusza, kiedy tak podchodzi do mnie, spogląda głęboko w oczy i każe się podrapać po łepku. Również wampirzy.

Limba – mruczydło. Coś się takiego jej porobiło, że mruczy i mruczy. Jedno głaśnięcie i już włącza motorek. Ma prześmieszne białe włoski na czarnych uszach. I nosek coraz bardziej spiczasty, jak myszka.

Morelka – panna rośnie, wydłuża się, szczapowata taka jest. I gadatliwo-skrzekliwa przeokropnie. Wystarczy ją zawołać po imieniu, a ta już leci i skrzeczy. Jak się ją rozmizia, to biegnie ciumkać koc (nauczyła się tego od Cyprysa i Limby). Ładna jest, skubana, coraz ładniejsza. I wszędzie jej pełno, fryga taka no. Przez dwa dni okropnie się jeżyła na białego intruza, ale przeszło jej i teraz go morduje już bezstresowo.

Czapeczka zwany Kluskiem, czyli biały intruz. Biały, brytkowaty, krótkołapy, krępy i mięciutki – no taki klusek. Zadomowił się, odkrył akwarium z rybkami, drapak i ogony innych kotów. Przytula się całym sobą, mruczy cicho ale intensywnie. Zakumplował się z młodzieżą, do której pasuje kolorystycznie. Koci katar na wykończeniu, kleszcze już wszystkie padły, łapka się goi.

Koty rezydentne:

Szczurek jest namolny i rozwala mi się na klawiaturze powodując nieoczekiwane uruchomienia bądź zamknięcia programów, Całka jak zwykle cichutka, Młody niańczy młodzież (Iglaka głównie), Miś zrobił się niegrzeczny i łazi po półkach z kwiatkami, Niespodzianka wychowuje Morelkę – w końcu też trikolorka, a to zobowiązuje, Żwirek niegrzeczny jak zwykle, Muchomorek wyleguje się przy miskach jeśli są puste i patrzy na mnie z wyrzutem.

Świerczek Przedstawiam Świerczka, kotka który długo nie mógł się zdecydować czy mnie lubi.

Świerczulo dał się złapać dość łatwo, nie był agresywny, w klatce nie nastręczał problemów. Za to po wypuszczeniu do pokoju pokazał swoją prawdziwą naturę. Naturę tchórza z rozdwojeniem jaźni.

Długo nie życzył sobie żadnych poufałości, głaskania czy dotykania w ogóle. Uciekał przede mną aż się kurzyło, chował po kątach, właził w dziury różne (nie wiedziałam ile zakamarków może mieć jeden mały pokój). Złapany na ręce sztywniał, żeby po chwili nadstawiać się do drapania pod bródką. Mruczał, przeciągał się wystawiając brzucholek. Miodzio kotek. Do kolejnego łapania…

Na widok mojej ręki wiał, a jeżeli już nie miał dokąd, przypłaszczał się i kładł uszy po sobie. Przerażony. A za chwilę mruczał na moich kolanach. Wkurzał mnie niemiłosiernie tym swoim niezdecydowaniem. Nawet zastanawiałam się czy w ogóle da się go porządnie oswoić.

Pierwszy przełom nastąpił po drugim szczepieniu – w gabinecie wet zwierzyłam się, że jeśli będzie dziczył dalej, to go wykastruję i wypuszczę na wolność. Od tamtej pory Świerczek ganiał się ze mną tylko tak pro forma – niby uciekał, ale w końcu przysiadał w dostępnym miejscu, kładł uszy po sobie i… czekał aż go zacznę głaskać. No, sukces, he he.

Drugi przełom nastąpił po wypuszczeniu tujaków na salony. Regułą jest, że kociaki na większej przestrzeni troszkę się cofają i dziczą. Ale Świerczek… podeszłam do niego, a on po raz pierwszy nie zwiał. Położył uszy po sobie i zaczekał na moją rękę. A potem nieśmiało nadstawił łepek do głaskania. No, wzruszyłam się, co tu kryć.

Świerczek znowuTeraz Świerczek ładuje mi się sam na kolana. W dodatku okazał się gadułą, kiedy chce się poprzytulać, podchodzi do mnie, spogląda w oczy i miaukoli. Uwielbiam takie gadułki.

Ten kociak jest łagodny jak baranek, ale uwielbia się bawić i wtedy strzela różne dziwne miny bardzo groźnego kota. Nawet udało mi się kilka takich min uwiecznić, o, na przykład taką:

mina Świerka 

Czy nie wygląda jak celebryt przyłapany przez paparazzich? Broni swojej kobiety przed natrętem (na zdjęciach z Jodłą).

mina znowu


  • RSS