sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: szansa

Komentarz wildzik do poprzedniej notki przypomniał mi, że Szansa wystąpiła w roli głównej na kilku filmikach. Na tych nagraniach Szansa jeszcze wygląda biednie i nie jest całkiem zdrowa – niestety, nie przyszło mi do głowy, żeby ją nakręcić jak już była całkiem sprawna i pulchniutka. Wstawiam więc filmiki z początków u nas, a następnie zdjęcie odpasionej Szansy, krótko przed przenosinami do jej obecnego domu.

Szansa i rekinek
Szansa się bawi
Szansa chodzi

Z okazji Dnia Kota na gazecie.pl ukazał się materiał o przemianach kotów z brzydkich kaczątek w piękne łabędzie. Dziennikarz przedstawił tam kilka wzruszających historii kotów, w tym Szansy, która była u nas. Niestety, w tekście wysłanym przeze mnie zostały poczynione spore skróty, dlatego postanowiłam chociaż na blogu przypomnieć historię Szansy w całości:

Kotka trafiła do mnie z Boguszyc, z przytuliska „Ostatnia Szansa” prowadzonego wówczas przez panią Bożenę Wahl.

Kotka
została tam przyniesiona z okolicy. Uznano, że ma połamaną miednicę, bo
nie mogła chodzić. Nie została zbadana przez weterynarza, a tylko
położona na jednym z regałów w pomieszczeniach, gdzie przebywała pani
Marzena Krzętowska. Tam tłum psów kłębił się na podłodze, a koty
przebywały na regałach, bo zejście na podłogę skończyłoby się
zagryzieniem. Szansa po prostu leżała na regale, robiła pod siebie, pani
Marzena dawała jej jedzenie i wodę – do tego ograniczyła się opieka i
pomoc. Po miesiącu Szansa przemieściła się na inny regał i wtedy pani
Marzena uznała, że coś z kotki jednak będzie (to wszystko usłyszałam od
p. Krzętowskiej bezpośrednio).

Kiedy na forum miau zaistniał temat umieralni w Boguszycach wstawiono m.in. zdjęcie Szansy – wtedy nazwano je „Agonia”. Bez zastanawiania się
napisałam, że jeśli przy najbliższej wizycie w Boguszycach dziewczyny
zastaną tego kota jeszcze żywego (nie znałam płci), to niech mi go
przywiozą. Ania Mrozek (wetka z Łodzi) zabrała Szansę do lecznicy, a dwa
dni później kotka przyjechała do mnie. Okazało się, że nie ma połamanej
miednicy, a zwichnięty staw biodrowy. Kość była całkowicie poza
panewką. Ponadto miała zaniki mięśni w tylnych łapach, futerko żółte od
moczu, świerzb, była wyniszczona i chora. Po wstępnym podleczeniu i
zrobieniu badań (w tym echo serca, ponieważ miała szmery w sercu) Szansa
przeszła pierwsze dwie operacje – amputację główki kości udowej i
sterylkę przy okazji. Operacje ortopedyczne są bardzo bolesne, dostałam
na wynos silne leki przeciwbólowe dla kotki, jednak ona od razu poczuła
się lepiej i nie dawała znać, że ją cokolwiek boli – to znaczy, że
wcześniej musiała żyć z ciągłym silnym bólem… Szansa dochodziła do
siebie, ale po miesiącu okazało się, że ma wodonercze i poddana została
kolejnej operacji, amputacji niesprawnej nerki. Na szczęście ponownie
Szansa szybko doszła do siebie. Będąc u nas Szansa przytyła, wypiękniała
i zaczęła odzyskiwać sprawność, chociaż cały czas kulała po operacji.
Moja koleżanka z byłej pracy zwróciła się do mnie szukając dorosłego
kota, towarzysza dla swojego rezydenta Krecika – i tak Szansa znalazła
nowy, cudowny dom. Byłam u niej w odwiedzinach, przytyła i nauczyła się
wskakiwać na wysokie meble, trudno się domyślić, że to kiedyś była
wynędzniała i nie mogąca się ruszać, umierającą kotka.

Z Boguszyc zabrano wszystkie koty, niestety nie wszystkie miały tyle
szczęścia co Szansa, nie wszystkim udało się wyzdrowieć. Zabrano też
dużo psów, a fundacja Ostatnia Szansa pozbawiła panią Wahl władzy.
Leczenie Szansy i innych zabranych z Boguszyc kotów i części psów
finansowane jest z niezależnej zbiórki, którą umożliwiła Fundacja ARGOS.

W materiale na gazecie.pl wspomniany został też Demiś, a ja chciałabym dodać, że całą rodzinkę Budowlańców wypatrzył Wu i to on postarał się, żeby kociaki otrzymały pomoc. Przez nasz dom przewinęli się już tylko Demiś i Beret, ich zdjęcia są w naszej galerii kotów wyadoptowanych.

I to całkiem nieźle żyjemy.

Szansa miała kolejną operację. Usg wykazało wodonercze, trzeba było usunąć całkowicie niesprawną nerkę. Okazało się, że moczowód do tej nerki był zablokowany, powstał stan zapalny. Skutek urazu prawdopodobnie. Najadłam się strachu, ale wszystko poszło gładko, a druga nerka działa ładnie, sprawdziliśmy to na różne sposoby (badania krwi i moczu). Szu po operacji była obolała, musiała dostać środki przeciwzapalne i antybiotyk, ale po kilku dniach wszystko co złe przeszło. Teraz ma super apetyt (napycha się jak głupia jakaś), super humor (sama znajduje sobie zabawki i odstawia z nimi niezłe balety, wprawdzie dość rzadko, ale jednak) i jest super kochana (przychodzi do mnie na mizianki bezczelnie wypychając rezydentów z miejscówki). Jutro zdejmujemy szwy. Poza tym Szansa pięknieje, nabiera ciałka a sierść ma już śliczną, czystą i gładką jak jedwab. Jest cudownym kotkiem.

Zbój kilka dni temu został pasowany na kociego mężczyznę. Odbierając go po kastracji z lecznicy dowiedziałam się, że jest po obiedzie, bo bardzo domagał się posiłku. Chłopak nie zauważył, że cokolwiek mu ubyło, ale ja sprawdziłam. Ubyło.

Małpeczka jak to małpeczka – przykleja się i każe przytulać, szaleje ze śmiotkami i papierkami. Imię idealne, bo mała biega i woła „uh, uh”, jak prawdziwy małpiszonek.

Iglunio coraz łaskawszy, codziennie się głaszczemy i przytulamy. Jedyny warunek to taki, że kot musi być zaspany albo przyklejony do innego kota.

Świerczek bez zmian. Raz miaukoli i przychodzi, żeby go pogłaskać, a za chwilę zwiewa jakby diabła zobaczył. Tchórz nad tchórze.

Szansa czuje się świetnie, ma apetyt, dobry humor, dogaduje się z innymi kotami.

Niestety, jak się okazało, ma również wodonercze – jedna z jej nerek jest praktycznie w zaniku. Tyle wiemy po badaniu palpacyjnym i po usg, więcej będzie wiadomo po operacji. Kolejnej. „To” się zrobiło bardzo szybko, jeszcze niecały miesiąc temu chora nerka nie była powiększona, nic nie wskazywało na takie problemy. Szkoda mi Szu-szu, cięcia już się wygoiły, futerko zaczęło ładnie odrastać… No, ale nie ma wyjścia, trzeba ją otworzyć znowu. Jutro rano. Na szczęście (i o dziwo) wyniki badania krwi ma świetne, dawno nie widziałam takich dobrych.

Szu wielkanocna

Operacja się udała. Właściwie dwie operacje, bo przy okazji narkozy Szansa została też wysterylizowana.
Wprawdzie wygląda teraz jak poszyty kotek Frankensteina, bo ma wygolony brzuszek i udo, na brzuszku malutki szew, za to na udzie długaaachny, ale przecież nie liczy się wygląd tylko samopoczucie!
Szansa po operacji zachowuje się jak przed operacją. Nie ma żadnych oznak bólu, od początku swobodnie się porusza, kuśtyka tak samo jak przed zabiegiem. Odnoszę wrażenie, że ból „przed” i zaraz „po” jest mniej więcej taki sam… Więc może być już tylko lepiej.

W Boguszycach dowiedzialam się, że Szansa została przyniesiona do schroniska ze wsi, po jakimś wypadku. Trafiła do pomieszczeń, gdzie na podłodze kłębi się masa psów, więc koty żyją wyżej, skaczą po regałach. Na jednym z tych regałów Szansa została położona i tak leżała przez miesiąc (!). Po miesiącu przemieściła się na inny regał i wtedy osoba „zajmująca się” nią uznała, że coś z tej kotki będzie.

To cud, że Szansa żyje, że zdrowieje. Cud.

Za chwilę wiozę Szansę do lecznicy.
Szansa nie ma i nigdy nie miała uszkodzonej miednicy, za to ma zwichnięcie – jej tylna łapka jest całkowicie poza stawem. To stary uraz, więc nastawić się tego już nie da i dziś Szansa będzie miała amputowaną główkę kości udowej.

Biedna Szu-szu od rana kręci się wokół misek, a tam… pusto. Wszystkie koty w domu są zdziwione tą głodówką.


Małpeczka
i Zbój już u nas. I są bardzo smutne,
widać, że zagubione, że nie wiedzą o co chodzi, co się stało… A mnie
jest przykro kiedy w tym samym pokoju widzę wesołego, rozrabiającego
Mandarynka i ciche, przygaszone dwa czarne kotki, jego rodzeństwo.
Kotki, które były tak samo wesołe jeszcze niedawno.

Smutno mi też, bo dziś po raz kolejny w Boguszycach była ekipa
ratunkowa i… nie mogła zabrać wszystkich kotów, wszystkich psów,
które tego potrzebują. Powinnam się cieszyć z nowego życia zabranych
stamtąd zwierzaków… A myśli wciąż wracają do tych, których nawet nie
widziałam, a tylko rozmawiałam o nich przez telefon. Zostały.

Szansa od wczoraj spaceruje po salonach. W łazience ma swój
kącik, gdzie dostaje jeść i dokąd czasem sama wraca, żeby pospać w
odosobnieniu, jednak podoba jej się również drzemka na tapczanie w
pokoju Wu albo pod łóżkiem w sypialni. Dzięki tym wędrówkom zobaczyłam,
że Szansa ma jednak spore trudności z chodzeniem.

Szansa   Szansa portret

Szansa

W poniedziałek zabrałam Szansę do lecznicy, kotka została zbadana
przez dwie wetki. Jest koci katar, szmery w sercu, świerzb. Szansa jest
wychudzona, mięśnie w tylnej części ciała w zaniku, jedna łapka jest
krótsza (lub, jak orzekła jedna z wetek – jedna łapka dłuższa
). Podczas usg Szansa obficie siknęła, na oko mocz w porządku. Brzuszek duży, ale ciąży nie widać – ufff.
Grzybicy też na szczęście nie stwierdzono, wenflon
juz wyjęty, bo Szansa je i pije.

Mam ją karmić nie za dobrze, od wtorku dostaje odrobaczenie (żeby zamiast
kota nie upaść robali), zastrzyki dostałam na wynos,
kontynuujemy leczenie zapoczątkowane przez wetkę z Łodzi, Anię Mrozek.

W przyszłym tygodniu Szansę czeka kontrola, może rtg miednicy, chociaż to tylko
poglądowo, bo i tak już się zrosła. Przed sterylką konieczna będzie
dodatkowa diagnostyka – echo serca.

A Szansa siedzi sobie w łazience i chyba jest całkiem zadowolona,
że ma ciepło, sucho, pełną michę i brak kłębiących się wokół kotów i
psów. Czyszczenia uszu nie znosi, tabletek nie chce łykać, za to nadspodziewanie dobrze znosi bolesne zastrzyki, nawet nie trzeba jej mocno trzymać, tylko Wu zajmuje ją czymś, a ja cichcem i z tyłu robię zastrzyk.

A przede wszystkim Szansa jest niezwykle miłą, kochaną koteczką, która mruczy na nasz widok i słodko nadstawia się do głaskania.

Małpeczka ze Zbójem pojechały do nowego domu. Dwa czarne koty w piątek trzynastego – oj, będzie się działo!
Mandarynek troszkę zagubiony, nie wie gdzie mu towarzystwo znikło… Teraz okupuje moje kolana, mizia się jak wariat i mruczy bardzo głośno.

Szansa

To jest zdjęcie Szansy z wczoraj.
Koteczka jest dorosła (ok. trzyletnia), zagłodzona, ma koci katar, świerzba, miała pchły (więc pewnie i tasiemca ma), początki grzybicy i do tego wszystkiego połamaną po wypadku miednicę. Słabo je, za to bardzo się mizia. I ponoć jest kochana. Niebawem sama się o tym przekonam.

Szansa została zabrana z piekła, z umieralni, z obozu koncentracyjnego dla zwierząt, zwłaszcza dla kotów. Z przytuliska Bożeny Wahl „Ostatnia szansa”. Zostało tam jeszcze kilkadziesiąt kotów i kilkaset psów. W piekle.


  • RSS