sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: kudlata

Kudłata Fredzia mnie chyba lubi, a nawet – kocha. Od kilku dni okazuje mi swoje przywiązanie bardzo intensywnie. Ciągle przychodzi się poprzytulać. Wskakuje na kanapę, na której siedzę, nieśmiało podchodzi (nerwowo podrygując ogonem) i wpycha łepek w moją dłoń. Żebym głaskała i czochrała ją po czole. Kiedy ją głaszczę, Kudłata ślini się z radości, ociera o moją rękę czy bok, ale jest przy tym bardzo czujna i zrywa się na każdy mój szybszy gest. Płoszą ją też niespodziewane dźwięki. Błyskawicznie zwiewa, ale zazwyczaj szybko wraca, o ile nic jej nie niepokoi.

Kudłata

Dziś rano Kudłata przeszła samą siebie. Najpierw – przyszła na zawołanie. Siedziała sobie pod drapakiem, nasz wzrok się spotkał, zawołałam „Kudłata”, a ona wstała, ponamyślała się chwilkę i… przyszła do mnie. Pierwszy raz. I jak to ona, wsadziła głowę w moją dłoń, poprzytulała się, pośliniła. Przestraszyła się, odskoczyła, wróciła. I tak kilka razy. A potem rozmiziała się na całego, ocierała łepek o moją dłoń wydając jednocześnie swoje piski, którę brzmią jak „ach” wysokim tonem ;-) Kudłata wydaje takie dźwięki w chwilach histerii, kiedy na przykład Wu ją trzyma, a ja wycinam kołtunka. Ale tym razem chyba piszczała z radości.

Taka śliczna, a taka nieśmiała, no.

Dziś byliśmy na spacerze. Śnieg padał, było ślicznie i zimno.

I tak sobie pomyślałam o braciach z Pigalaka – co by się z nimi działo, gdyby nie chcieli wleźć do klatki-łapki? Gdyby zostali na wolności? Teraz jest mróz i śnieg, wejście do ich bunkra całkiem zasypane i zmrożone, pod ciężarem śniegu przygiął się do ziemi blaszany daszek zamykając wejście. Jakiś kot tam chodzi, bo ślady w śniegu zostawia – ale wejść nie może… Czy Bunkier i Kanar, dwa maluchy, czy daliby sobie tam radę? Pewnie nie. Za późno się urodzili, za mali są na mroźną zimę na wolności. Nawet ich mama nie wróciła do siebie, bo za zimno. Po kilku tygodniach w cieple, z wygolonym po kastracji brzuszkiem, nie mogła wrócić. Na szczęście znalazł się dla niej świetny dom i bardzo cierpliwa osoba, która spróbuje kotkę oswoić (już są postępy), a jeśli to się nie uda – na wiosnę wypuści kotkę na wolność.

A Bunkier i Kanar, czyli Bunio i Kanarek, wylegują się w cieple, bawią się sztucznymi myszkami i piłeczkami, mruczą od jednego lekkiego dotyku człowieka. Chyba całkiem podoba im się życie domowe ;-) No i stali się bohaterami gwiezdnej sagi KOtMIKSOWEJ! Wydaje mi się, że gdyby wtedy w listopadzie przeczuwali chociaż co ich czeka, to szybciej by do tej klatki wleźli! No, przynajmniej Kanar, bo Bunkierek w sumie wlazł od razu.

Kiedy na dworze ziąb i zawierucha, fajnie się pogrzać w domowym cieple, przy kaloryferze. No i można poudawać, że telewizor to kominek, polansować się w blasku „ognia”. Kudłata pewnie już nie pamięta jak było na działkach, gdzie się urodziła. Zresztą, nie zdążyła tam zaznać zimy, no i dobrze. Zima nie jest fajna jeśli nie ma się gdzie schronić i ogrzać.

W Nowy Rok wchodzimy z 15 kotami (naszymi i tymczasowymi) na pokładzie. Chciałabym napisać, że żadne nie zaznało zimna, ale Całka wie co to mróz – za kilka dni minie dziesiąta rocznica jej znalezienia. Leżała ledwo żywa na mrozie i śniegu, w oknie sutereny. Zabrałam ją i po prostu wyszłam z wykładu matematyki, żeby pojechać z zaropiałym szkielecikiem do weterynarza. Całeńka, może czyjś nietrafiony prezent gwiazdkowy, wyzdrowiała i została moim pierwszym uratowanym przed zimą kotem.

Kudłata

Kudłata Fredzia (primo voto Fanaberia) jako jedyna z kociego towarzystwa wykorzystuje osiatkowane okno na maksa ;-) Regularnie widuję ją prawie pod sufitem. Osiatkowanie jest mocne i porządnie zrobione – bo zrobił je własnoręcznie Wu. A po zamontowaniu rzucaliśmy w siatkę namiotem, żeby sprawdzić czy kota utrzyma, nawet wskakującego z impetem. Utrzymuje.

Zrobienie takiej siatki nie jest szczególnie trudne ani kosztowne. Wszystkie materiały bez problemu można kupić w sklepach budowlanych, a inspirację można zaczerpnąć na przykład z tej strony o zabezpieczeniach okien i balkonów. Rama z siatką jest zamonotwana tak, że nie narusza okien, więc można ją zastosować również w wynajmowanym mieszkaniu (i w razie czego zabrać ze sobą).

No przykro mi, ale nie ma żadnych wymówek. Koty muszą być bezpieczne. I mieć radochę jak Kudłata Fredzia.


Fanaberia

Królewna Fanaberia, czyli kotka złapana na działkach pod Warszawą. Dwa dni spędziła w Koterii, przywiozłam ją do nas dzień po sterylce. Wzięłam ją bo śliczna, tak tak, to była chwila słabości. Dlatego kotka ma na imię Fanaberia.
Pierwszego dnia Fabi zaprezentowała nam matrixa, czyli skakanie po ścianach i odbijanie się od szyby okna. Kilka następnych dni spędziła głównie w wersalce, w pokoju gościnnym, skąd wydłubywałam ją na głaskanie i oswajanie. Teraz Fanaberia już jest zakumplowana z ludźmi i większością kotów, drzwi od „jej” pokoju są już otwarte, a ona robi wypady na salony i do kuchni, zwłaszcza jak daję puszkę.


  • RSS