sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: kocie-zbiory

Zbieractwo różne ma oblicza. Moje oblicze czasem bywa umalowane kocimi gadżetami…

Producenci perfum Purr by Kate Perry sprawili mi niesamowitą radochę. Butla w kształcie kota cieszy moje oko, dlatego te perfumy kupiłam – w ciemno, nie znając zapachu. Tak tak, ale o dziwo, zapach również mi się spodobał, więc fioletowy kot nie pełni tylko funkcji dekoracyjnej, codziennie ubywa z jego zawartości :-) Nie mogę tego powiedzieć o perfumach Velvet Kitten Pussy Deluxe, pudełko śliczne, zapach mi nie odpowiada, na szczęście na butelce nie ma kotka, poprzestałam na próbce.

Cieni do oczu kotkowych nie używam, jak widać. Szkoda byłoby mi psuć taki śliczny motyw kota…

Lakier do paznokci w buteleczce w kształcie kotka jest super do patrzenia, ale gdyby lakieru ubywało, to widok by się zepsuł, prawda? Więc też nie używam.

Stara, platerowana puderniczka na sypki puder do użytku się już nie nadaje, ale jest przepiękna (moim zdaniem) i zdobi toaletkę.

Kocie lusterko czasem noszę w torebce.

Zestaw – kotek firmy PUPA (uwielbiam tę nazwę!) też jest nietknięty, bo
kotek śliczny, ale zawartość mi nie pasuje. No i cienie i błyszczyk się
marnują…

I tak oto wydało się, zbieram kocie gadżety użytkowe, których prawie nie używam!

No to jeszcze jedno zdjęcie marnujących się kosmetyków. No, może nie całkiem się marnują, szminka jest trochę już zużyta.

  

Jak widać koty się komponują. Białym kotom zdjęcia robimy w dzień, czarnym – w nocy (i dlatego jakość nie taka jak by się chciało, cóż, trzeba chwytać momenty i nie marudzić na niesprzyjające okoliczności przyrody oraz nastroju kota).

Ciepłe kotki

7 komentarzy

Zbieractwo różne formy przybiera. Nasza kocia kolekcjomania obejmuje nie tylko bibeloty czy rzeczy użytkowe z motywem kota, ale również wszelakie, nieożywione kocie aspekty rzeczywistości. Czego nie możemy zdobyć, to chociaż uwieczniamy, jeśli nie mamy przy sobie aparatu foto, to choć komórką.

Komórka Wu przywiozła z Białegostoku taką oto pamiątkę:

I jak tu wgryźć się w kotka? Lepiej zrobić zdjęcie…

Ale weź już przestań, bo to się robi nudne, powiedział Żwirek.

No, znajdźcie…

To zdjęcie jest zrobione dziś, czyli po trzech dniach od poprzedniego.

Dzięki, że wreszcie trochę uprzątnęłaś ten stół. Bo już było niewygodnie.

E tam, burknął Młody. Mogła się bardziej postarać.



Kot w butach! A to dziwy!
Czy aby jest prawdziwy?


Zawołali Król z Królewną w bajce Jana Brzechwy. Ach, jaka to cudowna bajka muzyczna! Miałam w dzieciństwie książkę, słuchałam płyty. Do dziś fragmenty znam na pamięć. I chociaż jednak postaci kota w butach nie darzę szczególnym sentymentem, to jego motyw jakoś znalazł się wśród naszych „kocich zbiorów”.

  
Oba koty są metalowe i z dawnego ZSRR, ale nie mam pojęcia jak się nazywają fachowo techniki ich wykonania. Oba obrazki bardzo mi się podobają (mimo tych butów i kapeluszy ;-)

 

Po drugiej części Shreka, w której pojawił się Puszek o cudownym spojrzeniu biednego kociaczka, pojawiło się też sporo koto-w-butowych gadżetów i zabawek. Nie uległam, nie zbierałam. Nie wiem jakim cudem powyższe shrekowe koty w butach znalazły się w naszych zbiorach! Ale lubię tego kota na cukierki, chociaż trochę makabrycznie się je wyjmuje.

Nie jestem zwykłym kotem,
Wnet się przekonasz o tym.
Są koty martuzjańskie,
Kubańskie i birmańskie,
Syjamskie i tobolskie,
Są chińskie i są polskie,
A ja – to rzadka rasa,
Rasa, co dotąd hasa
Na Wyspach Bergamutach
I zawsze chadza w butach.


  

  Kot w butach, ale bez kapelusza (platerowany kubeczek), czasem na drzewie! (porcelitowy kubek), kot z kapeluszem, ale bez butów (porcelanowe maleństwo) – czy taki to się w ogóle jeszcze liczy? Czy jest z naszej bajki?

 

Bajka o kocie w butach ma wielu autorów. Ja najbardziej lubię tę napisaną przez Jana Brzechwę, ale jest też bajka Charlesa Perrault, braci Grimm. I pewnie jeszcze wiele najprzeróżniejszych wersji.

 

Jak widać kot w butach ma różne wcielenia – pierdołowate jak na karcie telefonicznej, ale i demoniczne niczym Czarny Piotruś w talii kart.

  Żeliwny kot w butach chętnie przytrzyma w kapeluszu świeczkę.

I znowu kot bez kapelusza! A i butki jakieś takie liche…

Przygotowując tę notkę byłam pewna, że mam płytę i książkę o Kocie w butach, te z dzieciństwa. A tu niespodzianka – nie ma! Muszę jak najszybciej uzupełnić więc swoje zbiory. Tymczasem znalazłam tylko płytę CD i kasetę.

Stara wersja bajki Brzechwy, niestety – okładka w nowej wersji, tak paskudnej, że obrazek nawet zmniejszyłam, żeby tak nie bolało patrzeć…

Rysunek z okładki kasety za to bardzo mi się podoba :-)

Nie mam srebra ani złota,
Lecz nie pragnę w życiu zmian,
Bo kto ma własnego kota,
Ten jest całą gębą pan.

Moim pierwszym zakupem na Allegro był otwieracz do butelek w kształcie kota. Jest świetny i do dziś jestem z niego dumna. Muszę zrobić zdjęcie i pochwalić się nim też na blogu.

Przez pewien czas z kubeczków w koty u nas się nie piło. Żeby nie stłuc. Teraz tych kubków jest tyle, że pijemy praktycznie tylko z „kocich”, bo innych już nie mamy. Nie mogę tego o szklankach napisać, te z kotami są jeszcze wciąż rarytasem i nie do codziennego użytku.

Mam na imię Jana i jestem kotoholiczką.

No dobrze, można się odprężyć, temat nie będzie ani trudny ani smutny. Jestem zbieraczką kocich form wszelakich, nieożywionych oczywiście. Mam kocie figurki, kubeczki, talerze i różne naczynia. Mam otwieracze i łyżki do butów z kocim motywem. Obrazki, obrazy i plakaty. Mam całą szufladę „kociej” biżuterii. Większość ciuchów z motywem kocim, również bieliznę i buty. Notesy, kalendarze, magnesy na lodówce. Fajkę z głową kota z porcelany. Dzbanki-kotki, termos w koty i pudełka po paście do butów z motywem kota.
I tak dalej…

Wu zbiera razem ze mną, otworzył filię wyspecjalizowaną w znaczkach pocztowych i książkach.

No nie da się ukryć, że jesteśmy kocimi zbieraczami. Od czasu do czasu będę się tu chwalić zdjęciami. A na początek wstawiam kilka zdjęć, które uwieczniły nasze kocie zbiory niejako przy okazji.

  
To jest fragment standu reklamowego producenta karm dla zwierząt. Stand przez kilka miesięcy drażnił me oczy w lecznicy, aż pewnego pięknego dnia trafiłam tam akurat w momencie, kiedy te śliczne (plastikowe) koty demontowano. No to wyprosiłam i teraz mam czerwonego kota siedzącego na komodzie :-)


Nad czerwonym kotem wisi seria reprodukcji starych plakatów.

A teraz dwa zdjęcia, na których są nasze koty i były tymczas. Oraz cała masa kotków nieożywionych ;-)


Mozna dojrzeć między innymi metaloplastykę radziecką „Kot w butach”, kotki do picia wody mineralnej, kotka porcelanowego-świeczkę (produkt reklamowy Elizabeth Arden), kotka projektu Rosy Ljung.


Kotki porcelanowe, mosiężne, dzwonek-kotek, stara, nakręcana blaszana zabawka. Na górze jest na przykład paskudny kot z kokosa. Na tej „wystawie” najpiękniejszy jest ten kotek, którego tam w ogóle nie powinno być, czyli nasz czołowy model Nosek!

cdn.


  • RSS