sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: indianie

Wczoraj oddaliśmy Mandarynka… Pojechał do domu, gdzie będzie miał towarzystwo dwóch dorosłych kotów. I już mam pierwsze wieści – Mandarynek na przemian szalał po nowym domu i miział się z nowymi opiekunami głośno mrucząc i ugniatając.

Czarne kotki dwa, Zbój i Małpeczka, powoli dochodzą do siebie po powrocie. Małpeczka przykleja się jak dawniej, Zbój zaczął mruczeć. A tak w ogóle to z imionami dla nich trafiłam pół na pół – Małpeczka jest szybka, zwinna, wiesza się na drapaku i na ludziu, jak małpka. Za to Zbój wcale zbójem nie jest, jest spokojny, wręcz dostojny i ma takie senne spojrzenie… To raczej Czarny Miś jest. Ale mamy już Misia (Biszkoptowego), więc Zbój musi na razie zostać Zbój.

Szansa wczoraj odwiedziła panią doktor. Wyjaśniło się smutne spojrzenie zielonych oczu. Szansa nie ma połamanej miednicy a zwichniętą prawą tylną łapkę, kość jest zupełnie poza stawem. To bardzo ją boli. Musimy jak najszybciej naprawić łapkę, operacja będzie niestety trudna (uraz jest stary) i dość droga. Przed operacją trzeba jeszcze Szansę zbadać porządnie, wyniki badania krwi są całkiem niezłe, ale czeka nas echo serca, Szansa ma szmery i musimy się upewnić, że może dostać narkozę.

Trwa akcja w Boguszycach. Dotąd udało się zabrać stamtąd 60 zwierząt, głównie koty, ale i psy (szczeniaki i dorosłe). Wszystkie zwierzęta są w kiepskim stanie, niektóre już zdrowieją i pięknieją, przed innymi długa droga.
W Boguszyckiej umieralni nadal jest kilkaset zwierząt…

Sprzątanie kuwet wymaga nadzoru kotów. Kiedy tylko otworzy się kuwetę (krytą) i zacznie łopatką wyławiać „urobek”, natychmiast zjawia się kocia komisja obserwująca uważnie postęp prac. Wianuszek skupionych mordek wokół powoduje, że człowiekowi ręce się trzęsą. Wraz z uprzątnięciem ostatniej bryłki nieczystości zawsze znajdzie się co najmniej jeden członek komisji, który musi sprawdzić czy aby na pewno kuweta jest czysta. Należy się odsunąć i poczekać chwilę, a następnie usunąć nową bryłkę. Nie warto spieszyć się z zamykaniem kuwety, gdyż zazwyczaj kolejny członek kociej komisji idzie w ślady poprzednika. Chwila nieuwagi (spowodowana koniecznością odwrócenia się żeby wziąć górę krytej kuwety w celu nałozenia jej i tym samym zakończenia prac porządkowych) i znowu coś ląduje w żwirku.

Resetowanie kuwet to dzień radości kotków. Kiedy do umytej i zdezynfekowanej kuwety nasypałam żwirek, najmłodsza kociarnia ucieszyła się: „Plażaaa!!!!” i radośnie zaczęła się w tym żwirku tarzać, naparzać, skakać i szaleć. Gdyby im dorzucić piłeczkę, rezgrałyby mecz siatkówki plażowej, ale jakoś nie byłam w nastroju kibica (a do mycia czekało jeszcze kilka kuwet).

Zamiatanie podłogi to nie lada wyzwanie – dla kotów. Kiedy tylko wzięłam szczotkę do ręki, kociaki zakrzyknęły „Zabić wroga!” i rozpoczęły natarcie. Szczotka została najpierw oblężona, następnie kociaki kolejno jęły ją napadać, wgryzać się i mordować. Wojenny amok i adrenalina uczniła je głuchymi na moje rozpaczliwe próby odganiania, strząsania drobnych acz wojowniczych ciałek ze szczotki. Największą krwiożerczością odznaczył się Mandarynek, więc podłogę częściowo zamiotłam rudym kotkiem. Za to Mała W. (zwana ostatnio Małpeczką) wykazała się wielkim sprytem. Podjęła mianowicie działania dywersyjne – kiedy Mandarynek atakował wroga, ona natarła na tyły, wskoczyła w zmiecione na kupkę kurze i rozniosła je po połowie już uprzątniętej podłogi. Odogoniłam ją, ale ona nie dała za wygraną i ukrywszy się sprytnie za rogiem kanapy, uskuteczniła jeszcze dwie takie dywersje.

Jak można się domyślić, kociaki są już zdrowe, radosne i gotowe do zasiedlenia nowych domów, które niniejszym uprzedzam, że kot w domu to wiele radości.

ważenie

Mogłoby się wydawać, że nie napiszę niczego odkrywczego (pewnie zresztą tak będzie). No bo do czego mogą służyć pudełka w domu kociarza? Do spania albo do rozszarpywania. Wiadomo. Żaden prawdziwy kociarz nie wyrzuca od razu pudełek (szczególnie po butach), bo w takim niepotrzebnym już nam, ludziom, pudełku, kot musi się najpierw porządnie wyspać, potem ewentualnie może z pudełka polować na ludzi lub inne koty, a na końcu kot musi poćwiczyć swoje umiejętności destrukcyjne, czyli odrywając po kawałku tekturę pudełko unicestwić.
Stąd też większość kociarzy pudełka (zwłaszcza po butach) wyrzuca w formie tekturowych strzępów, za pomocą szufelki i zmiotki.

Ale ja dziś znalazłam nowe zastosowanie dla pudełka po butach. Za pomocą takiego pudełka udało mi się zważyć kociaki-wiercipiętki. Na wadze kuchennej żadne nie chciało siąść nawet na sekundę, ale kiedy na wagę położyłam pudełko, pchały sie do niego jak opętane. A ja podstępnie sprawdzałam ich wagę i skrupulatnie zapisywałam.

Miot indiański ma nawrót kociego kataru i znowu „zepsute” oczka, Młoda solidarnie rozchorowała się z nimi. Dlatego ważenie ich jest takie istotne, żeby dobrać odpowiednie dawki leków. Po gorzkim antybiotyku obłaskawiam kociaki tranem, który uwielbiają.

No właśnie. Mamy stan równowagi, czyli siedmiu rezydentów na siedem kotów tymczasowych.
Rezydenci raczej nie uważaja, że to stan dobry, zwłaszcza autystyczny Szczuruś, który udaje, ze kociaków to w ogóle nie ma… Omiata je pustym wzrokiem, jest w tym mistrzem. Biedny Szczuruś, ledwo akceptuje nasze kocie stado, a tu nagle najazd hałaśliwych indian, które już opanowały całe mieszkanie. Tylko Miś przeżywa swoje kolejne dzieciństwo (jak zawsze kiedy są maluchy).

Tymczasowa Młoda również nie uważa, że jest dobrze, no i głośno protestuje. Bardzo głośno i dobitnie – warczy, paca maluchy i zaciekle im kradnie zabawki. Jak tylko któreś małe zaczyna się bawić jakąś myszką lub piłeczką, natychmiast Młoda podlatuje i zabiera. O! słychać, że w drugim pokoju jakiś kot czymś innym się bawi? Młoda porzuca ukradzioną dopiero co zdobycz i leci ukraść następną. O dziwo starszym od niej kotom nie kradnie, Świerczek może swobodnie bawić się swoimi piłeczkami i frotkami. Młoda chyba źle znosi fakt, że już nie jest najmłodsza w tym towarzystwie.

Młoda Młoda

Indianie Mandarynek, Zbój, Księżniczka i Mała Wyrywna

Indianie Chaplina się naoglądały?

Iglak A Iglak przygląda się z góry…

Mała Wyrywna Mała Wyrywna

resta Indian Szalony Mandarynek, Czarny Zbój i Sikająca Księżniczka

…czyli Wu pisze mojego bloga.

Dziś wyszło bardzo sprawnie – zamknąłem kotki i nie wypuściłem z
transporterka aż załatwiłem wszystkie sprawy w łazience. Ale wczoraj,
gdy już spałaś, przeżyłem (ledwo) kocie oblężenie.

Wszedłem do łazienki w trakcie ich intensywnej zabawy. Byłem w
krótkich spodenkach, z dyndającymi sznurkami przy nogawkach. I
znalazłem się w oku cyklonu. Dwa kotki, duży czarny i rudy, rzuciły się
do sznureczków, wspinały się po moich gołych nogach, podciągały,
zsuwały. A trikolorka wspięła się od razu do pasa – z góry wyglądało
jakby skradała się, faktycznie jak Indianin (z filmów), z nożem w
zębach, ku memu gardłu.

W ogóle to wszystko wyglądało jak atak mini-komandosów albo stada
gremlinów. Kotki były szalenie energiczne, miotały się, prawie
warczały, wyglądało jakby chciały mnie rozszarpać (rozszarpały
sznurki). Potem trikolorowa (Indianin w barwach wojennych) skoczyła od
razu z transporterka na moje biodro…

Uciekłem prawie w panice, he, he. I jeśli te kotki to Indianie, to
raczej południowoamerykańscy. Bo jak wyszedłem, to wyglądałem i czułem
się jak po brodzeniu w Amazonce pełnej piranii: nogi do kolan miałem
całe skrwawione. Mam tylko nadzieję, że żaden nie wbił mi jakiejś
zatrutej strzałki, hy, hy.

Oto nasze poranne atrakcje opisane przez Wu…

W łazience mamy rozpędzone,
miksujące się cząstki, ale nie całkiem chaotyczne – wszystkie zmierzają ku
otwartym drzwiom. Dwa razy musiałem łapać te swobodne elektrony może nawet, bo
chyba mniejsze i trudniejsze do schwytania niż molekuły.

Zamknąłem je w
transporterku tylko na czas prysznicowy, a potem sobie krążyły (rudy wskoczył
do wanny jak się jeszcze wycierałem i rozpłaszczył się na dnie, bo mu się łapy
rozjechały na mokrym).

A potem co zajrzałem do
łazienki, to one jak torpedki startowały ku szczelinie w drzwiach. Rudzielec
parę razy tłukł głową w drzwi i framugę, bo startował do najmniejszej szpary.

No i w końcu dwa mi
uciekły, bo jak łapałem jednego, to drugi czmychnął, a jak drugiego, to
pierwszy uciekł… Większy czarny schował się na półce z butami, a rudzielec
poleciał aż na koniec kuchni, do Młodej. Na szczęście nie kichnął jej w nos.

Przez to wszystko sporo się
do pracy spóźniłem, ale zabawa była przednia, he, he.

 

Kociaki mają swoje indiańskie imiona.
Mała Wyrywna to najmniejsza, najsłabsza i najspokojniejsza koteczka – nie przeszkadza jej to stawiać wielki opór przy wpuszczaniu kropli do oczu. Trochę mnie martwiła na początku, ale chyba jest nieźle, bo już bawi się z rodzeństwem, tylko czasem jeszcze trzyma się z boku i ma wyszczurzały pyszczek zabiedzonego kociaka. Jest słodka.
Czarny Zbój jest dla odmiany najruchliwszy, największy i najcięższy (waży 1 kg). Wariat i prowodyr szaleństw.
Sikająca Księżniczka ma paskudne oczy i na razie nie korzysta z kuwety, woli ręczniki… Bawi się, ale często też siada i pozuje – patrzcie jaka jestem piękna, trzykolorowa!
Szalony Mandarynek skacze po łzacience jak wariat, aż rozmazuje się w oczach. Ma zapalenie rogówki i zamglone oczko, ale nie przeszkadza mu to zupełnie. Łazienka maleńka, a mam problem ze złapaniem wariującego kociaka – wszędzie go pełno, ale łapię powietrze!
Maluchy odkryły wannę i spodobała się bardzo, więc musiałam im tam pościelić.

A teraz nie tak wesoło. Te kocięta urodziły się u kogoś w domu, ich matka i jej siostry są chore, kociaki mają paskudny koci katar, są zaropiałe i niedożywione. Rudzielec straciłby oko gdyby jeszcze przez tydzień nie był leczony. Mała czarna koteczka mogłaby nie przeżyć, waży połowę tego co największy kocurek.

Takie coś zalęgło mi się dziś w łazience…

kociaki

Kociaki mają ok. 2 miesiące, koci katar, zaflukane noski i paskudne oczy. Dwie dziewczynki (tri i czarna), dwa chłopaki (rudy i czarny). Żeby było ciekawie, te kocięta urodziły się w… domu. Nie w piwnicy, w krzakach, na jakimś podwórku. U kogoś w domu.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze za dwa-trzy tygodnie kociaki będą do wzięcia.


  • RSS