sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: dom-tymczasowy

Latarenka…

4 komentarzy

Miesiąc temu znajome karmicielki zawiadomiły mnie, że niedaleko jakieś koty koczują na śmietniku. Poszłam tego śmietnika poszukać no i znalazłam – cztery podrośnięte kociaki w tzw. gabarytach. Pomieszkiwały wśród rozwalonych wersalek, desek ze starych mebli, potłuczonego szkła… I ktoś je karmił, bo były tacki.

  

Jeden z kociaków był trochę niesprawny ruchowo, zarzucał tyłem, tylne łapki źle stawiał. Tego postanowiłam złapać najpierw, żeby pokazać wetowi (chociaż wyglądało to na schorzenie neurologiczne, więc raczej nie do wyleczenia). Reszta towarzystwa wyglądała kwitnąco.

Udało mi się spotkać karmicielkę. Okazało się, że matka kociaków jest już wysterylizowana i mieszka w piwinicy w sąsiednim domu. Dla kociaków zarezerwowałam termin w Koterii i umówiłam się na łapanie. Chorego kociaka próbowaliśmy łapać wcześniej, ale okazało się, że wprawdzie chodzenie mu nie wychodzi, za to biega jak zając. No i nam zwiał, a potem już nie chciał podchodzić do jedzenia.

A potem gabaryty zostały sprzątnięte, a dwa kociaki zniknęły. W tym ten chory. Na dwa dni przed terminem w Koterii.

Dwa pozostałe złapały się, chociaż nie było łatwo – jakieś wystraszone i niepewne były. Kocurek szybko po kastracji wrócił na podwórko, koteczka została dłużej. Śliczna, odważna i wesoła, młodziutka kotka. Wczoraj dowiedziałam się, że ona się… oswoiła. I że uwielbia ludzi. Ona nie może wrócić „do siebie” – czyli do piwnicy albo na ten śmietnik. To nie jest dobre miejsce dla oswojonych, lgnących do ludzi kotów. Mamy dwa – trzy dni, żeby znaleźć dla niej chociaż dom tymczasowy…

Nazwałam ją Latarenka. Ma na pyszczku jakby smugi światła rozchodzące się od latarni morskiej. Taki mi się skojarzyło…

Tak naprawdę to powinnam mieć tylko pięć kotów, a nie siedem. Taki był plan, który zburzyli dwaj buro-biali bracia, Super Majo Bros (urodzeni 1 maja) czyli Żwirek i Muchomorek. Urodzili się w piwnicy na Kole, właściwie w dniu, w którym panie karmicielki ostatecznie zgodziły się na sterylizację ich mamy. No, ale było już za późno.

Losy braci były dość skomplikowane, najpierw Dom Tymczasowy u znajomej, później pół roku w domu stałym, z którego wrócili do nas, potem tydzień w drugim domu stałym i kolejny powrót z adopcji… No i zostali, głównie ze względu na chorobę Muchomorka. Choroba była ciężka i nieuleczalna, ale czasem zastanawiam się, czy to nie był jakiś podstęp, bo od dłuższego czasu nie ma po niej śladu. I niech tak zostanie, bo dziś nie wyobrażamy sobie zycia bez Żwirka i Muchomorka, naszych zwrotów adopcyjnych (podwójnych).

Muchomorek

Dziś wieczorem wracają do nas Małpeczka i Zbój.

Zeżarło

2 komentarzy

Tutaj miała być dość obszerna i elokwentna notka o posiadaniu stada kotów i byciu Domem Tymczasowym, ale pisałam ją dość długo i na raty (jeszcze słaba jestem). No i jak już kliknęłam publikuj, to mi cały tekst zeżarło.

Jak mi wnerw przejdzie może postaram się napisać jeszcze raz. Tymczasem tylko link do artykułu Dom Tymczasowy. Porady dla niezdecydowanych i początkujących

ziggie – pozdrawiam!

trio01  trio2
No i co? Bo my tak sie rozglądamy… i rozglądamy… i rozglądamy się…

trio3  trio4
Jak jakie głupie wypatrujemy… Patrzymy i tu, i tam, i w ogóle…

trio5  trio6
I nie ma. No nie ma domków, no.                                                Czekajcie! A może tam!

trio7
Nie, nie widać domków. 
A przecież my takie fajne jesteśmy! foch


  • RSS