sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: akwarium

historyjka pierwsza
W środku nocy (ok. 2.00 / 3.00, nie wiem dokładnie, bo o takiej porze cyferki zegara mi się mylą) przez całe mieszkanie przeleciał tabun kotów. Z kuchni, przez przedpokój i duży pokój, aż do sypialni na parapet. Za zasłonką odbyła się krótka kotłowanina, spadła szklana osłonka na doniczkę i na podłodze rozprysnęła się na tysiące odłamków. Koty na chwilkę zamarły, po czym ewakuowały się z parapetu. Ja zerwałam się na równe nogi, zakłóciłam chwilę ciszy wiązanką słów bardzo niecenzuralnych, po czym udałam się do kuchni po zmiotkę i szufelkę. Nie dotarłam tam, ponieważ tabun kotów znowu zaczął biec, a futrzasta masa niemal zwaliła mnie z nóg! Włączyłam światło i zobaczyłam sprawczynię tego szaleństwa. Na podłodze rzucała się wielka ćma, naokoło niej na chwilę zamarła grupa żądnych mordu i posiłku kotów. Kiedy krwiożercze ślepia hipnotyzowały biedną ćmę, ja sięgnęłam po pudełko, żeby ją w nim zamknąć i uwolnić za oknem, z dala od kocich pazurów i kłów. Nie zdążyłam. Nasz pocieszny, grubaśny, pierdołowaty Muchomorek, zmieniwszy się w dziką bestię, rozmazał mi się przed oczami – a potem zobaczyłam go już z ćmą w paszczy. Reszta kotów podbiegła do niego natychmiast, ale Muchomorek zaczął straszliwie warczeć i posyłać im zabójcze spojrzenia. Z paszczy wystawały mu skrzydełka ćmy… Poddałam się, wiedziałam, że ćmy już nie uratuję. Koty jeszcze próbowały odebrać Muchomorkowi jego zdobycz, ale też im się nie udało. W końcu zostaliśmy tak, ja z pudełkiem w ręku i koty z rezygnacją w oczach, kiedy Muchomor pożerał upolowaną ćmę. Potem koty poszły spać, a ja zajęłam się sprzątaniem szkła z podłogi w sypialni.

historyjka druga
Czemu te koty tak siedzą przed kuwetą? Młody i Nosek wpatrują się w przezroczyste drzwiczki krytej kuwety. Pewnie w środku jest jakiś kot, a one uprawiają mobbing! Wkurzyłam się, ale zajrzałam i w środku w kuwecie pusto. A koty siedzą przed nią jak zaczarowane, w bezruchu, tylko głowami czasem ruszają, synchronicznie zresztą. O co chodzi?
O muchę. Wreszcie ją dojrzałam, jak łazi po żwirku, zamknięta w tej kuwecie. Mucha w kuwecie! Wu powiedział, żeby ją zostawić, koty mają telewizor – faktycznie, kuweta z muchą jest chyba ciekawsza nawet od akwarium.

Dziś przyniosłam bojownika.

Bojowniki to takie rybki. Kiedyś miałam jednego, jeszcze w dzieciństwie. Mieszkał sam w małym akwarium, do ścianki przystawiałam mu lusterko, a on wtedy prężył się i atakował wroga! To agresywne rybki, jak sama nazwa podpowiada. W sklepach zoo najczęściej są trzymane osobno, w małych kubkach… Bardzo mi się to nie podoba. Jednak bojowniki ponoć potrafią być niemiłe dla innych ryb w akwarium, a dwa samce w jednym zbiorniku to walka na śmierć co najmniej jednego z nich. My mamy w akwarium gupiki i kiryski (no i zbrojnika, ale on wielki i wciąż schowany), więc bałam się brać bojownika, chociaż go chciałam.

A dziś zajrzałam do sklepu zoo i zobaczyłam bojowniki trzymane z innymi rybkami! W tym z gupikami. I normalnie się zachowywały, nie zaczepiały mniejszych rybek, więc pełna optymizmu kupiłam jednego bojownika i dwa gupiki. Bojownika soczyście niebieskiego z papuzimi płetwami, a gupiki srebrzysto-czerwone (żeby odnowić pulę genową). Przyniosłam do domu, wpuściłam rybki do akwarium i co? Ano ów pokojowy, jak mi się wydawało, bojownik zaczął moje gupiki skubać! Ech, mam nadzieję, że mu przejdzie, tak bardzo chciałam mieć bojownika… Bojownika pacyfistę chciałam, no.

Niedawno pisałam o naszym glonojadzie, którego wówczas dawno nie widziałam: Rybi Żwirek żyje

Otóż udało się i mnie naszego Nonka zobaczyć, a nawet sfotografować!
Przedstawiam Nonka zatem. Jak się dobrze przyjrzeć, to nawet widać oko,
którym na mnie łypał.

Nonek

A te „duchy” na zdjęciu to gupiki. Bardzo przeszkadzały w sesji.

gupiki

Poza zbrojnikiem Nonkiem i gupikami, w naszym kocim TV żyją jeszcze trzy
kiryski panda, ale nie zrobiłam im fotek. W sumie nie wiem czemu, bo
bardzo je lubię. Tył jednego z kirysków widać w tej notce
z przeszłości. I jest jeszcze cała masa ślimaków świderków, ponoć
bardzo pożytecznych. Ponoć. U nas już jest ich chyba ciut za dużo,
czasem mam wrażenie, że więcej niż kamyczków żwirku.

Akwarium malutkie i wiem, że nie powinnam w nim Nonka trzymać… Nonek u
nas to efekt jakiegoś zastoju myślowego jeszcze z czasów szkolnych –
wtedy zbrojnik, czyli tzw. glonojad, to był standard w absolutnie każdym
akwarium, jakie widziałam. Bo glonojad glony zjada. Akurat. Nasz Nonek
ani myśli jadać glony, w ogóle nie widziałam go jeszcze przyssanego
paszczą do szyby (szkoda, bo zawsze mnie paszcze glonojadów
fascynowały). Co gorsza, a może raczej co lepsza – nie mamy glonów.
Serio serio. Nie wiem jakim cudem, bo akwarium jest małe i zaniedbane,
no niestety, ale najwyraźniej całkiem niezłą równowagę bio trzyma, bo
glonów praktycznie w nim nie ma. Nonkowi to i tak rybka, skoro glonów
nie jada, co nie?

„Żyje!” zakrzyknął Wu.

No to uf. Nasz zbrojnik, czyli tak zwany glonojad zwany Nonkiem, jednak żyje. Zabrałam się dziś za sprzątanie kociego TV czyli naszego małego akwarium. Oj, zaniedbane ono, dawno już nic nie robiłam przy nim. I w trakcie wymiany wody oraz przerzedzania roślinek uświadomiłam sobie, że dawno nie widziałam Nonka… Akwarium jest niewielkie, ale zarośnięte, jest duży korzeń, skorupa kokosa specjalnie dla Nonka, żeby miał się gdzie chować. No i się chowa, bo Żwirek go straszy. Kiedy Nonek pojawia się przy przedniej szybie, natychmiast Żwirek leci na niego polować. Duży kot poluje na dużą rybę, he he. Ale przez te łowieckie zapędy Żwirka Nonek zdziczał i głównie się chowa. No i bardzo dawno już tego naszego glonojada nie widziałam…
Ale kiedy powiedziałam o tym Wu, ten zaczaił się na Nonka i cierpliwie poczekał, aż głód glonojada z kokosa wypędzi.

„Żyje! Widziałem tylko ogon, ale się ruszał! i strasznie rozwalał żwirek, aż słychać było szu szu szu! Ten glonojad to taki rybi Żwirek, co nie?”

Bo koci Żwirek jest ogromnym, ciężkim i umięśnionym kotem, który, kiedy ma głupawkę i zaczyna biegać po ścianach, niezłego bałaganu potrafi w domu narobić. Tak samo jak Nonek w akwarium.

Mamy telewizor dla kotów – niewielkie, pełne gupików akwarium. Ustawione tak, żeby to koty miały najwięcej radochy. No i mają, codziennie odbywają się „polowania” na rybki i tańce wokół szyb (gupiki i kiryski dobrze to znoszą, tylko zbrojnik się boi i chyba muszę go oddać do spokojniejszego lokum).

Kilka dni temu postanowiłam upiększyć koci telewizor i dokupiłam do niego nową roślinkę. Sprzedawca zapytał jak długo będę wracać do domu, usłyszawszy, że pół godziny, wyłowił roślinkę, włożył do foliowej torebki, nadmuchał, zawiązał i wręczył mi pakunek. Do domu dojechałam faktycznie w 30 minut, odlałam do miski trochę wody z akwarium i włożyłam roślinkę. Chciałam ją obejrzeć dokładnie na okoliczność ślimaków, których za dużo już w akwarium i nowych stanowczo nam nie potrzeba.
Przyglądam się… najpierw zobaczyłam czarnego śmiotka pływającego po powierzchni. Potem ze zgrozą uświadomiłam sobie, że to rybka. Pewnie martwa, tyle czasu bez wody. Złapalam łyżeczkę i dotknęłam śmiotka-rybki. Ruszyła płetwą. Żyje?! Nalałam wody do szklanki, przełożyłam. Nic. Popukałam łyżeczką w szklankę. Rybka znowu ruszyła pletwą.
Żyje?!…
No i tak pukałam co jakiś czas w szklankę, a rybka coraz dłużej ruszała płetwą, potem dwiema, potem cała już się ruszyła. Minęło może pół godzinki kiedy uznałam, że rybka już jest całkiem żwawa i wpuścilam ją do akwarium.

Pływa mi teraz wśród gupików coś małego, czarnego i stanowczo żywego. No i nie wiem co to, może jakiś rekin.


  • RSS