sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Złotooka od kwietnia ubiegłego roku mieszka sobie w jednym pokoju –
najpierw była tam zamknięta bo kwarantanna i leczenie, potem okazało
się, że ma alergię pokarmową, więc nie może podjadać z misek karmy
reszty kotów. Złotooka tak się przyzwyczaiła do swojego pokoju, że z
niego nie wychodzi, tylko przyjmuje wizyty innych kotów, kiedy
zostawiamy otwarte drzwi.

Od kilku miesięcy Złotooka ma towarzystwo Kai,
która też szuka domu. Kaja czasem robi wypady do przedpokoju, a nawet do
salonu, ale to tylko krótkie wycieczki krajoznawcze. Nie przeszkadza
nam to, bo Kaja może jeść normalną karmę, więc nawet jeśli coś tam
łyknie z misek w kuchni, nic się nie dzieje.

Jednak kilka dni temu Złotooka bardzo nas zaskoczyła. Wu znalazł
ją na blacie w kuchni! Pierwszy raz Złotooka sama z własnej woli
powędrowała tak daleko. Oczywiście zaraz wróciła do siebie, jednak
następnego dnia w kuwecie znalazły się dowody zbrodni… Złotooka
musiała się najeść zwykłej karmy, na którą zareagowała biegunką.
‚Zakazany owoc’ trochę jej zaszkodził. W sumie nie wiem komu bardziej – jej czy nam. Złotookiej chyba skutki niedozwolonego
obżarstwa nie przeszkadzały szczególnie, za to my musieliśmy intensywnie
wietrzyć ;-)

A oto Kajunia na wycieczce krajoznawczej do salonu:

Tym razem możemy nakarmić czeskie pieski!
Wystarczy raz dziennie kliknąć i napełnić miskę pieska. Mamy czas do 15 stycznia. Klikamyyyyy!!! I zapraszamy znajomych do klikania!!!

Wszystkim zaglądającym na mojego bloga życzę wspaniałych, ciepłych i rodzinnych Świąt, a w Nowym Roku spełnienia marzeń i wielu dobrych uczynków :-) Bądźmy dobrzy dla siebie nawzajem – dla ludzi, dla zwierząt. Dla całego świata!

  

Trafił do nas znienacka – telefon od koleżanki, chwila zastanawiania się i decyzja, dobrze, weźmiemy kociaka. Bo malutki, bardzo chory i na pewno nie przeżyje kolejnej nocy tam gdzie jest, na jakimś podwórku.

Przyjechał mały, skrajnie wycieńczony kociak z paskudną biegunką. Pysio tak chudy, ze wręcz „wyszczurzały”. Odparzona pupa i wyłysiałe tylne łapki, to od tej biegunki. Jedynym dobrym objawem był całkiem niezły apetyt.
Przez kilka pierwszych dni nie byłam pewna czy małemu uda się przeżyć. Codzinne wizyty u weta, zastrzyki, kroplówki, krople do oczu, karmienie strzykawką (bo kociak jednak odmówił jedzenia), nieustanne mycie łazienki i zmienianie podkładów. I straszny żal, kiedy się patrzyło na chudziutkie kociątko bez chęci do życia, kiedy maluch płakał przy myciu odparzonego tyłu… I nadzieja, kiedy chudzieńki maluch zaczynał mruczeć po pierwszym pogłaskaniu.

  

Ale to trwało tylko kilka dni. Po niecałym tygodniu, kiedy weszłam rano do łazienki, myślałam, że ktoś nam podopiecznego podmienił. Zamiast apatycznej szmatki zastałam ożywionego kotka, który bardzo głośno domagał się śniadania, już natychmiast! A po śniadaniu wreszcie zaczął się bawić zabawkami, które cały czas na to czekały!

SweetPea to kotek wspaniały i wyjątkowy. Trafił z łazienki na „salony” i natychmiast rozkochał w sobie kocie towarzystwo. Błyskawicznie zauroczył nawet najbardziej oporne koty, nawet Niunię, która nowych kotów bardzo nie lubi, nawet Kudłatą, która wszystkie nowe koty i kociaki tłucze. Niunia myła SweetPea, a Kudłata się z nim bawiła. Kociak błyskawicznie zorientował się gdzie są miski, gdzie kuwety, a gdzie najlepsze legowiska. Zakumplował się z Pigalakami, ganiał Noska. Objął w posiadanie koci namiot i wszystkie najfajniejsze zabawki. A czasem kładł się po prostu na podłodze, na środku pokoju i mądrze patrzył.

  

Dziś SweetPea ma na imię Prince. Dostaję wieści z jego nowego domu, że śpi ze swoją nastoletnią opiekunką, że jest niesamowity, że zaczyna się zaprzyjaźniać z psem, a kotka-rezydentka jeszcze się Prince’a boi. Tęsknię za czarnulkiem o mądrym spojrzeniu, ale cieszę się z jego nowego, wspaniałego życia.

Nasza łazienka jest bardzo mała, ale wystarczy, żeby uratować życie małego kotka :-)

PS
Koleżanka nazwała malucha Groszek, dlatego mówiłam na niego właśnie SweetPea. Kto nie zna tej cudnej piosenki?

Po raz kolejny karmimy psy w schroniskach :-)
Pamiętaj! Codziennie zacznij komputerowy dzień od kliknięcia! I napisz maila do wszystkich znajomych, żeby klikali. I na facebooku roześlij zaproszenia. I powiedz sąsiadom, sprzedawczyni w sklepie, w tramwaju też możesz opowiedzieć o klikaniu.

Klikamy i karmimy!

Tym razem mamy czas do 19 grudnia (do godz. 14.00), więc każdy dzień jest cenny!

Laliśmy wosk i wywróżyliśmy sobie… koty ;-) Całe mnóstwo kotów.

  

…chociaż my wcale nie lubimy jej zapełniać. Słowo!

Bardzo mały, bardzo chudy, bardzo wycieńczony i chory. Bardzo fotogeniczny, bo na zdjęciach wygląda o niebo lepiej niż w rzeczywistości. Bardzo potrzebuje kogoś, kto się nim zaopiekuje, bo u nas może zostać bardzo krótko.

  

Bardzo kochany i bardzo mruczący. Ma bardzo wielką wolę życia.

- Zrób mi pająka.
- Jak to? Jakiego pająka?
- Pająka potrzebuję, będzie tutaj zwisał. Zrób pająka.
- Ale z czego?
- Nie wiem, coś wymyśl. Może kulkę z kociej sierści i jakieś odnóża z czegoś. Potrzebuję pająka.

Przegrzebałam szufladkę z biżuterią – nie mam pająków. Przeszłam się po domu domu, rozglądałam dokładnie, nie znalazłam żadnych pająków (tych żywych też nie). No to zrobiłam pająka z hematytu, marmuru i drutu bez dodatku niklu. Przynajmniej nie będzie uczulał :-)

Wu był w tym roku mocno zajęty „dyniowo”, rzeźbił jak najęty. Ja zaś gotowałam, była zupa z dyni i placki dyniowe. Całkiem smaczne, polecam! Mogę dać przepis.

A oto drugie dzieło dyniowe:

Halloween to zwyczaj obcy i można się zżymać na nowe mody, ale przyznać
też trzeba, że to nowe „święto” ma swój urok. Lampiony z dyni i czarne
koty – to jest to, co nas kręci najbardziej ;-)

Dziś o czarnych kotach. Moim zdaniem mają w sobie magię i urok.
Zwłaszcza w nocy, kiedy czerń futra zlewa się z ciemnością i widać tylko
świecące oczy. Dawno temu miałam czarnego kocura, którego oczywiście
przytargałam z podwórka. Blacky miał kruczo-czarną błyszczącą sierść i
ogromne, żółte oczy. Całkowicie oswojony, ktoś po prostu wyrzucił go, w
dodatku zimą… Rodzice, mimo zaskoczenia, zgodzili się na kota w domu,
więc Blacky u nas został. Pierwszy wieczór, moja młodsza siostra
położyła się już spać i nagle słyszymy z jej pokoju cichutkie „mamo,
mamo, zabierz go! on ma oczy jak duszek!”.
Tak tak, pisząc to uświadomiłam sobie, że mój pierwszy domowy kot, to był właśnie czarny jak noc Blacky. Kochany kocur…

Oddałam już sporo czarnych kotów do nowych domów. Dopiero zaglądając do
albumu ze zdjęciami, uświadomiłam sobie ile ich było: MałaCzarna,
Szprycha, Bieżnik, Pchełka, Cyprys, Iglak, Zbój i Małpeczka. I jeszcze
Dźwiedź, który z zamknietej piwnicy trafił do koleżanki, która najpierw
szukała mu domu, a potem znalazła – u siebie :-) Wszystkie te koty są
czarne, a każdy zupełnie inny!

Dziś u nas są dwie czarne kotki. Obie szukają domów, które docenią urok czarnego kota.

Gryzelda
jest rodzoną siostrą białego Rózika (ale podobieństwo można znaleźć
tylko w białej plamce na szyi ;-) Jest śliczna – drobna, z wielkimi
żółtymi oczyskami. Kocha inne koty, uwielbia zwłaszcza Młodego.
Niestety, nie przepada za kontaktem z ludźmi (zwłaszcza ze mną), unika
dotykania i głaskania. O dziwo, kiedy już ją dorwę i głaszczę, pięknie
mruczy i nadstawia nawet brzuszek, co jest ponoć oznaką zaufania. Taka
panna z fochami ;-) Jej imię to pamiątka po naszym pierwszym spotkaniu.
Złapałam ją jako dzikiego kociaka, znienacka i gołą ręką, a ona mnie
ugryzła – mimo to nie puściłam i dlatego Gryzia jest dziś u nas. Bardzo
chciałabym jej znaleźć super dom.

Kajunia,
też czarna i też z białą plamką na szyi, jest oczywiście zupełnie inna :-) Spogląda na świat spod przymkniętych powiek, wyrażając w ten sposób
totalny luz i dystans do rzeczywistości. Ogromna z niej gaduła, jeśli
spóźnię się z podaniem śniadanka, dostaję od niej głośną i dobitną
reprymendę. Kaja bardzo lubi być głaskana, lubi też zabawę. Mieszka w
osobnym pokoju z inną kotką tymczasową, Złotooką
i bardzo się z nią zaprzyjaźniła. Kaja dostała imię na cześć gabinetu
weterynaryjnego Kajman. To niestety jest smutna historia… Rodzeństwo
Kai i jej matka zginęły na parkingu, który był ich „domem”. Myślę, że
Kaja już zupełnie nie pamięta tamtych czasów, jest z niej 100% domowego,
kochanego kotka.

Czarne koty są piękne!


  • RSS