sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Nasze ‚baranki’ już się pasą ;-)

A potem co będzie? Wiadomo… Kto nie wie, niech zajrzy pod tag trawka

Dziś bardzo nietypowo, bo zdjęcie bez kota ;-) Ale koty oczywiście są tutaj najważniejsze i życzenia jak zwykle będą „kocie” – rozmruczanych świąt wielkanocnych życzę wszystkim, którzy tu zaglądają!

Telefon od pani Krysi, zaprzyjaźnionej karmicielki: Pani Jano, mamy kociaki w piwnicy!

Jakie kociaki, przecież wszystkie kotki są już wysterylizowane?! Skąd kociaki?!
„Dobrzy” ludzie podrzucili. Ktoś zorientował się, że w tej piwnicy żyją koty, że są dokarmiane, zadbane. Więc zadbał o koty, których nie chciał i podrzucił je do piwnicy pani Krysi.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam trzy szylkretki, byłam przekonana, że to rodzeństwo, kolorowe kociaki. Ale nie, to była mamusia z dwójką córeczek. Matka była młodziutka i drobniutka, to musiał być jej pierwszy miot, bo miała może 8 – 10 miesięcy. Cała rodzinka była zjawiskowo piękna, kociaki dorodne, za to matka chuda jak patyk, wycieńczona ciążą i karmieniem małych. Kotki były wystraszone, ale całkowicie oswojone, ufne i miłe.

Jak można tak kochane i śliczne stworzenia wywalić na bruk? Nie mam pojęcia. Nie mieści mi się to w głowie.

Kolorowa rodzinka trafiła do nas. Najpierw do łazienki – to już taka tradycja, czyli kwarantanna. Mamusię nazwałam Szyla, a kociaki Tynia i Fifi. Siostrzyczki wciąż trzymały się razem, w zabawie i przez sen. Szyla była nimi zmęczona, ale wciąż jeszcze je karmiła mlekiem. Po pewnym czasie kocia rodzinka trafiła na salony i wtedy już Szyla stanowczo odsuwała od siebie córeczki, nadszedł czas na usamodzielnienie się dziewczynek.

  

Takie ślicznotki cieszyły się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza zjawiskowa Tynia, która miała spojrzenie, „jakby się martwiła o cały świat” – to słowa pani weterynarz, która leczyła kociaki z kociego kataru. Wystarczył dzień w piwnicy, żeby się zaraziły. Domy znalazły się szybko. Szyla trafiła do mojej koleżanki, dziś ma na imię Świstunka i szaleje jak kociak. Tynia i Fifi pojechały do Wrocławia, do innych pięknych i kolorowych kotów. Dziś mają na imię Nikita i Ginger, można o nich poczytać na blogu ich opiekunów Kasztanowo.

A mnie, po kolorowej rodzince, zostały cudowne zdjęcia i jeszcze cudowniejsze wspomnienia. Jedno ze zdjęć bierze udział w konkursie na facebooku (proszę o głosy, jeśli się podoba ;-)

I to zdjęcie skłoniło mnie do kolorowej wspomnieniowej notki. Pisząc ją uśmiechałam się cały czas do monitora :-)

Będę na wystawie, na stoisku Koterii :-) Spotkajmy się!

…chciałabym życzyć wszystkim kotom dużo szczęścia, zdrowia i pomyślności. I własnego domu. Kotom domowym życzę ciepłego, bezpiecznego domu pełnego miłości i fajnych opiekunów. Kotom wolno żyjącym życzę ciepłych piwnic, pełnych misek i życzliwych ludzi. Żeby każdy kot na świecie miał swoje miejsce, w którym będzie mu dobrze.

A ludziom życzę, żeby każdy miał kota, którego kocha albo lubi. Albo żeby przynajmniej uśmiechał się na widok kotów.
Bo koty są fajne.

Z okazji Dnia Kota zamieszczam zdjęcie Bunkierka (troszkę wczorajsze, bo walentynkowe – ale to przecież taki słodziak!). I życzę Bunkierkowi, żeby wreszcie znalazł swój dom i fajnych ludzi.

Mrozy są dokuczliwe dla ludzi, ale dużo gorsze dla zwierząt. My mamy ciepłe mieszkania, a one? W wielu miejscach ludzie zamykają przed kotami miejskimi swoje piwnice, nie pozwalają nawet stawiać budek. Gdzie te koty mają się schronić, ogrzać? Jak przeżyć zimę?

Okażmy im trochę serca.

Na zdjęciu jest kotka zwana Lwicą – to dlatego, że kilka lat temu, podczas łapania na sterylkę, okrutnie mnie i Wu pokiereszowała. Całe lato nosiłam długie spodnie przez nią! Ona ma schronienie, dba o to pani Krysia. Ale wiele kotów zastaje tylko zamknięte szczelnie okienka, nie mają żadnego schronienia, bo ludzie nie pozwalają też postawić dla kotów budek, albo te budki demolują. W tak zimne dni to jest okrucieństwo.

Wczoraj mieliśmy gościa, moja siostra zawitała do nas z daleka :-) Lu sama ma dwa koty i psa, więc oblężenie przez nasze futrzaki i różne związane z tym aspekty życia kociarza przyjęła jako rzecz całkiem oczywistą i miłą (no, może oprócz sierści w kawie, to normalne, ale raczej jednak nie jest miłe).
Gość na noc został ulokowany w pokoju gościnnym oczywiście. W pokoju, który obecnie gości Złotooką i Kaję. Zamknęły się drzwi. Po kilkunastu minutach drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich Lu w piżamie, z łopatką w ręku, zmierzając szybko do łazienki. Bynajmniej nie za swoją potrzebą. To Złotooka zapewniła gościowi ostatnią przed snem przebieżkę.
Nie odważyłabym się przyjmować gości, którzy nie mają zwierząt. Bardzo możliwe, że tacy goście nie odważyli by się u nas zostać na noc. Ich strata ;-)

Kiedy byłam dzieckiem, sporo czasu spędzałam ze swoją czeską babcią. A w jej domu był pies, a właściwie sunia, Hexa. Hexa była jamnikiem szorstkowłosym, przez co do dziś mam słabość do tej rasy.
Pamiętam, że każdy posiłek w obecności psa był dla mnie udręką. Bo Hexa żebrała. Siadała przy człowieku, na przykład przy mnie i patrzyła. Czasem z jej paszczy wydobywało się ciche i krótkie skamlenie, ale głównie pamiętam ten świdrujący mnie wzrok. Tak tak, Hexa żebrała o jedzenie. Choćby nie wiem jak była najedzona, zawsze nasz posiłek był lepszy. Presja jej spojrzenia niemal odbierała mi apetyt, a trzeba było być twardym i nie wolno było dawać Heksie jedzenia ze stołu, żeby się nie nauczyła, że żebranie się opłaca.
Zgadnijcie dlaczego Hexa zawsze siadała przy mnie. I czemu wiem, że nie nadaję się na opiekunkę psa ;-)

Koty mają inną politykę jedzeniową. One nie żebrzą jak pieski. One wymuszają. Albo po prostu sobie biorą i już.

Wystarczy chwila nieuwagi, mrugnięcie oczu, momencik tyłem do talerza. Jeśli przygotowujesz lub spożywasz posiłek w domu z kotami, nie możesz się zdekoncentrować choćby na moment.

Nie wiem który kot ukradł mi część kolacji. Mam swoje podejrzenia. Na podstawie dowodów nagannego zachowania Młodego sprzed kilku lat. Ten jedyny raz, kiedy dał się złapać na gorącym uczynku.

Więc albo to Młody jest złodziejem wędliny, albo wychował sobie godnych następców. W sumie to podejrzewam je wszystkie.


  • RSS