Obudziło mnie w nocy warczenie, taki głuchy, niski pomruk. Bardzo niepokojący dźwięk, więc się rozglądam, ale wszystkie koty śpią. Wszystkie, łącznie z tym warczącym! To Młody ‚gadał’ przez sen. Musiało mu się śnić coś bardzo groźnego, skoro takim grobowym warczeniem to coś odstraszał. Podeszłam do Młodego, śpi i warczy. Ucichł. Postanowiłam go obudzić z tego koszmaru, potrząsam – nic. Potrząsam kotem mocniej, dalej nic. Zrobiło mi się bardzo nieswojo, zaczęłam Młodego szarpać jak worek kartofli, uf! obudził się wreszcie. Spojrzał na mnie nieprzytomnie, ale oczywiście z lekkim wyrzutem. No wiem, zła jestem, budzę kotka… Wróciłam do łóżka.

Za chwilę usłyszałam miauknięcie – Młody wstał i przytuptał do mnie, żeby się przytulić. A więc jednak śniły mu się koszmary i kotek potrzebował pocieszenia!

  
To ulubione miejsce Młodego do spania, często w takich właśnie pozycjach :-)

Młody jest naszym słodkim kotkiem – prawie dosłownie, ponieważ właśnie zdiagnozowano u niego cukrzycę. Nie miał żadnych objawów, nie jest bardzo gruby. Nie wiedzielibyśmy o jego chorobie jeszcze przez jakiś czas, być może długo, gdyby nie nasikał nam na okno. Następny sik Młodego złapałam do pojemniczka i zaniosłam do badania. No i wyszła glukoza w moczu, a to najczęściej oznacza cukrzycę. Chorbę Młodego potwierdziły oczywiście dodatkowe badania krwi, miał też usg. Młody nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chory, na szczęście czuje się dobrze. Ja czuję się gorzej, bo muszę się nauczyć obsługi cukrzycowego kota… Dziś rano Młody dostał pierwszą insulinę.