sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2012

Dziś piątek trzynastego, więc wszystkim czarnym kotom trzeba złożyć najserdeczniejsze życzenia w dniu ich święta :-)

Ja zaraz wyprzytulam nasze czarne tymczasy. To znaczy… Hm. Jedną czarną koteczkę pogłaszczę, a na drugą popatrzę.

Jak odróżnić od siebie dwie czarne, drobe koteczki z białymi gwiazdkami pod szyją? U nas w domu wystarczy podejść.

Kaja do człowieka zagrucha i nadstawi łepek do głaskania.
Gryzia rzuci złe spojrzenie spode łba, a jeśli człowiek podejdzie za blisko, to zwieje.
Czy już wiecie, która koteczka na zdjęciu to Gryzia, a która Kajunia? :-)

Gryzelda jest u nas już długo, oj, długo. Już trzy lata. Jest (chyba) rodzoną siostrą naszego białego Rózika. Złapałam ja jako małego kociaka w piwnicy przy pizzerii. Łapałam znienacka, sama byłam zaskoczona, że za drzwiami siedzi kociak, więc capnęłam ją ręcznie, a wtedy ona capnęła mnie. Mocno i boleśnie, stąd imię Gryzelda. Gryziunia była oswajana jak każdy inny mały dzikusek, ale widać jest wyjątkowa, bo się nie oswoiła. Nie lubi ludzi i nie życzy sobie z nami żadnych bliskich kontaktów. Najbliższe, jakie toleruje, to podawanie jej smakołyków, np. kawałków kurczaka. Wtedy podchodzi bliziutko i świdruje nas swoimi wielkimi, żółtymi oczyskami. Zdarza mi się ja głaskać, ale to musi być z zaskoczenia – wtedy Gryzia czasem mruczy, a czasem warczy i nigdy nie wiadomo na co się zdecyduje. Gryzia lubi inne koty, a kocha Młodego. Nie jest „nasza”, ma wciąż status tymczasa, ale kto ją weźmie z takim charakterkiem?

Kaja to całkowite przeciwieństwo Gryzi. Jest przemiła i kochana, lubi głaskanie i drapanie pod bródką, chociaż nie chce być brana na ręce, a jeśli głaszcze się ją zbyt długo, sygnalizuje, że ma dość podgryzając (na szczęście lekko). Jest u nas niecały rok, trafiła do nas w dość tragicznych okolicznościach, kiedy zginęła jej matka i rodzeństwo. Tylko Kaję zdołaliśmy na czas zabrać z parkingu, gdzie mieszkała. Była już spora, miała ponad trzy miesiące, a ja byłam prawie pewna, że nie uda nam się jej oswoić. Kaja mnie zaskoczyła, oswoiła się bardzo szybko, zadomowiła pięknie – ale nie dogadała się z kotami. Przez pewien czas mieszkała w pokoju gościnnym ze Złotooką, potem Złotooka wyszła na salony. Kaja też chyba chciała, ale się nie udało, bała się innych kotów, warczała na nie i denerwowała je, więc ciągle dochodziło do starć. Złotooka znalazła dom, a Kaja znowu jest sama, mieszka zamknięta w pokoju, oddzielona od reszty kotów. Jest grzeczna, ale widać, że brakuje jej towarzystwa, tęskni za ludźmi, pewnie chętnie też pobawiłaby się z jakimś kotem, pod warunkiem, że byłby jeden, a nie kilkanaście… Szukamy dla niej domu, ale jakoś ta czarna, śliczna panienka nie ma szczęścia i nikt się nią nie interesuje.

Dziś piątek trzynastego, święto czarnych kotów. Może przyniesie szczęście Kai i Gryziuni?…

Obudziło mnie w nocy warczenie, taki głuchy, niski pomruk. Bardzo niepokojący dźwięk, więc się rozglądam, ale wszystkie koty śpią. Wszystkie, łącznie z tym warczącym! To Młody ‚gadał’ przez sen. Musiało mu się śnić coś bardzo groźnego, skoro takim grobowym warczeniem to coś odstraszał. Podeszłam do Młodego, śpi i warczy. Ucichł. Postanowiłam go obudzić z tego koszmaru, potrząsam – nic. Potrząsam kotem mocniej, dalej nic. Zrobiło mi się bardzo nieswojo, zaczęłam Młodego szarpać jak worek kartofli, uf! obudził się wreszcie. Spojrzał na mnie nieprzytomnie, ale oczywiście z lekkim wyrzutem. No wiem, zła jestem, budzę kotka… Wróciłam do łóżka.

Za chwilę usłyszałam miauknięcie – Młody wstał i przytuptał do mnie, żeby się przytulić. A więc jednak śniły mu się koszmary i kotek potrzebował pocieszenia!

  
To ulubione miejsce Młodego do spania, często w takich właśnie pozycjach :-)

Młody jest naszym słodkim kotkiem – prawie dosłownie, ponieważ właśnie zdiagnozowano u niego cukrzycę. Nie miał żadnych objawów, nie jest bardzo gruby. Nie wiedzielibyśmy o jego chorobie jeszcze przez jakiś czas, być może długo, gdyby nie nasikał nam na okno. Następny sik Młodego złapałam do pojemniczka i zaniosłam do badania. No i wyszła glukoza w moczu, a to najczęściej oznacza cukrzycę. Chorbę Młodego potwierdziły oczywiście dodatkowe badania krwi, miał też usg. Młody nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chory, na szczęście czuje się dobrze. Ja czuję się gorzej, bo muszę się nauczyć obsługi cukrzycowego kota… Dziś rano Młody dostał pierwszą insulinę.


  • RSS