Rok i dwa miesiące temu Złotooka przyjechała do nas, do domu tymczasowego. Mieliśmy jej znaleźć dom stały, ale po drodze było trochę przeszkód – różne choroby Złotuni, podejrzenie alergii (która w końcu okazała się nie alergią, a nieprawdłową bakterią w przewodzie pokarmowym). Niedawno Złotka zafundowała nam sporo strachu, bo pojawiło podejrzenie mięsaka, który na szczęście okazał się niegroźnym zapaleniem tkanki tłuszczowej.

Złotunia długo mieszkała sama, w pokoju gościnnym. Potem dołączyła do niej Kaja. A w końcu, po wykluczeniu alergii, Złotooka wyszła na salony i już nie chciała wracać do ‚swojego’ pokoju. Niestety, nie dogadała się z resztą kotów i co jakiś czas toczyła z nimi boje, najczęściej na warczenie i złe spojrzenia, ale czasem dochodziło do łapoczynów.

Tydzień temu Złotooka pojechała do nowego domu, w którym jest jedynaczką i ma ludzi na wyłączność. Ma tam dla siebie słoneczny parapet, wygodne krzesła do spania, swoją własną kuwetę i własne miski. I całą uwagę ludzi, głaskanie i przytulanie, wszystko tylko dla siebie. Wylizany do łysa brzuszek (z nerwów) zaczyna zarastać.

Tak się żegnałyśmy ze Złotooką (filmik)