Niedzielny poranek, tradycyjny spacer po bazarku. Przy jednym ze ‚stoisk’ zaczepia mnie podpity facet „jak by pani nazwała tego bociana?”. Myślałam, że chodzi o jakąś zabawkę, ale facet się odsuwa i widzę kociaka uczepionego swetra kobiety (chyba żony). Mały burasek, nawet nieszczególnie przestraszony.
Wzięłam głeboki oddech (żeby nie wrzeszczeć) i zapytałam, czy wiedzą, że sprzedaż zwierząt na bazarze jest nielegalna. Okazało się, że nie sprzedają, a kupili kociaka. I przy bramie jeszcze są do kupienia, 6-cio tygodniowe. Wściekłam się. Powiedziałam, że kociak jest za mały na oddzielenie od matki, że powinien mieć co najmniej 8 tygodni. Zaczęła się sprzeczka, podpity facet coś tam memłał, że jak zadzwonię na straż miejską, to on mnie załatwi, kobieta z buraskiem wykłócała się, że ona ma koty w domu i wie, że taki kociak jest już do zabrania. O dziwo, w kwestii wieku kociaka poparły mnie dwie panie, które sprzedawały swoje rzeczy naokoło. Ja już nie słuchałam awanturki, biegłam do bramy wyjmując komórkę.
Niestety, już nie było ‚stoiska’ z kociakami. Pewnie wszystkie maluchy już zostały sprzedane. Schowałam komórkę, zła i smutna poszłam po truskawki…

Ustawa z dna 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. nr 111, poz. 714 z późn. zm.)

Art. 10a.
1. Zabrania się:
1) wprowadzania do obrotu zwierząt domowych na targowiskach, targach i giełdach;
2) prowadzenia targowisk, targów i giełd ze sprzedażą zwierząt domowych;
3) wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli.

Telefon do Straży Miejskiej to 986

PS
Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że panie, które mnie poparły w sprzeczce z właścicielką kociaka, mówiły „dziewczyna ma rację”.
No wiecie – dziewczyna ;-) Every cloud has a silver lining