Wczoraj mieliśmy gościa, moja siostra zawitała do nas z daleka :-) Lu sama ma dwa koty i psa, więc oblężenie przez nasze futrzaki i różne związane z tym aspekty życia kociarza przyjęła jako rzecz całkiem oczywistą i miłą (no, może oprócz sierści w kawie, to normalne, ale raczej jednak nie jest miłe).
Gość na noc został ulokowany w pokoju gościnnym oczywiście. W pokoju, który obecnie gości Złotooką i Kaję. Zamknęły się drzwi. Po kilkunastu minutach drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich Lu w piżamie, z łopatką w ręku, zmierzając szybko do łazienki. Bynajmniej nie za swoją potrzebą. To Złotooka zapewniła gościowi ostatnią przed snem przebieżkę.
Nie odważyłabym się przyjmować gości, którzy nie mają zwierząt. Bardzo możliwe, że tacy goście nie odważyli by się u nas zostać na noc. Ich strata ;-)