sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2012

Wczoraj mieliśmy gościa, moja siostra zawitała do nas z daleka :-) Lu sama ma dwa koty i psa, więc oblężenie przez nasze futrzaki i różne związane z tym aspekty życia kociarza przyjęła jako rzecz całkiem oczywistą i miłą (no, może oprócz sierści w kawie, to normalne, ale raczej jednak nie jest miłe).
Gość na noc został ulokowany w pokoju gościnnym oczywiście. W pokoju, który obecnie gości Złotooką i Kaję. Zamknęły się drzwi. Po kilkunastu minutach drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich Lu w piżamie, z łopatką w ręku, zmierzając szybko do łazienki. Bynajmniej nie za swoją potrzebą. To Złotooka zapewniła gościowi ostatnią przed snem przebieżkę.
Nie odważyłabym się przyjmować gości, którzy nie mają zwierząt. Bardzo możliwe, że tacy goście nie odważyli by się u nas zostać na noc. Ich strata ;-)

Kiedy byłam dzieckiem, sporo czasu spędzałam ze swoją czeską babcią. A w jej domu był pies, a właściwie sunia, Hexa. Hexa była jamnikiem szorstkowłosym, przez co do dziś mam słabość do tej rasy.
Pamiętam, że każdy posiłek w obecności psa był dla mnie udręką. Bo Hexa żebrała. Siadała przy człowieku, na przykład przy mnie i patrzyła. Czasem z jej paszczy wydobywało się ciche i krótkie skamlenie, ale głównie pamiętam ten świdrujący mnie wzrok. Tak tak, Hexa żebrała o jedzenie. Choćby nie wiem jak była najedzona, zawsze nasz posiłek był lepszy. Presja jej spojrzenia niemal odbierała mi apetyt, a trzeba było być twardym i nie wolno było dawać Heksie jedzenia ze stołu, żeby się nie nauczyła, że żebranie się opłaca.
Zgadnijcie dlaczego Hexa zawsze siadała przy mnie. I czemu wiem, że nie nadaję się na opiekunkę psa ;-)

Koty mają inną politykę jedzeniową. One nie żebrzą jak pieski. One wymuszają. Albo po prostu sobie biorą i już.

Wystarczy chwila nieuwagi, mrugnięcie oczu, momencik tyłem do talerza. Jeśli przygotowujesz lub spożywasz posiłek w domu z kotami, nie możesz się zdekoncentrować choćby na moment.

Nie wiem który kot ukradł mi część kolacji. Mam swoje podejrzenia. Na podstawie dowodów nagannego zachowania Młodego sprzed kilku lat. Ten jedyny raz, kiedy dał się złapać na gorącym uczynku.

Więc albo to Młody jest złodziejem wędliny, albo wychował sobie godnych następców. W sumie to podejrzewam je wszystkie.

Złotooka od kwietnia ubiegłego roku mieszka sobie w jednym pokoju –
najpierw była tam zamknięta bo kwarantanna i leczenie, potem okazało
się, że ma alergię pokarmową, więc nie może podjadać z misek karmy
reszty kotów. Złotooka tak się przyzwyczaiła do swojego pokoju, że z
niego nie wychodzi, tylko przyjmuje wizyty innych kotów, kiedy
zostawiamy otwarte drzwi.

Od kilku miesięcy Złotooka ma towarzystwo Kai,
która też szuka domu. Kaja czasem robi wypady do przedpokoju, a nawet do
salonu, ale to tylko krótkie wycieczki krajoznawcze. Nie przeszkadza
nam to, bo Kaja może jeść normalną karmę, więc nawet jeśli coś tam
łyknie z misek w kuchni, nic się nie dzieje.

Jednak kilka dni temu Złotooka bardzo nas zaskoczyła. Wu znalazł
ją na blacie w kuchni! Pierwszy raz Złotooka sama z własnej woli
powędrowała tak daleko. Oczywiście zaraz wróciła do siebie, jednak
następnego dnia w kuwecie znalazły się dowody zbrodni… Złotooka
musiała się najeść zwykłej karmy, na którą zareagowała biegunką.
‚Zakazany owoc’ trochę jej zaszkodził. W sumie nie wiem komu bardziej – jej czy nam. Złotookiej chyba skutki niedozwolonego
obżarstwa nie przeszkadzały szczególnie, za to my musieliśmy intensywnie
wietrzyć ;-)

A oto Kajunia na wycieczce krajoznawczej do salonu:


  • RSS