sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

- Zrób mi pająka.
- Jak to? Jakiego pająka?
- Pająka potrzebuję, będzie tutaj zwisał. Zrób pająka.
- Ale z czego?
- Nie wiem, coś wymyśl. Może kulkę z kociej sierści i jakieś odnóża z czegoś. Potrzebuję pająka.

Przegrzebałam szufladkę z biżuterią – nie mam pająków. Przeszłam się po domu domu, rozglądałam dokładnie, nie znalazłam żadnych pająków (tych żywych też nie). No to zrobiłam pająka z hematytu, marmuru i drutu bez dodatku niklu. Przynajmniej nie będzie uczulał :-)

Wu był w tym roku mocno zajęty „dyniowo”, rzeźbił jak najęty. Ja zaś gotowałam, była zupa z dyni i placki dyniowe. Całkiem smaczne, polecam! Mogę dać przepis.

A oto drugie dzieło dyniowe:

Halloween to zwyczaj obcy i można się zżymać na nowe mody, ale przyznać
też trzeba, że to nowe „święto” ma swój urok. Lampiony z dyni i czarne
koty – to jest to, co nas kręci najbardziej ;-)

Dziś o czarnych kotach. Moim zdaniem mają w sobie magię i urok.
Zwłaszcza w nocy, kiedy czerń futra zlewa się z ciemnością i widać tylko
świecące oczy. Dawno temu miałam czarnego kocura, którego oczywiście
przytargałam z podwórka. Blacky miał kruczo-czarną błyszczącą sierść i
ogromne, żółte oczy. Całkowicie oswojony, ktoś po prostu wyrzucił go, w
dodatku zimą… Rodzice, mimo zaskoczenia, zgodzili się na kota w domu,
więc Blacky u nas został. Pierwszy wieczór, moja młodsza siostra
położyła się już spać i nagle słyszymy z jej pokoju cichutkie „mamo,
mamo, zabierz go! on ma oczy jak duszek!”.
Tak tak, pisząc to uświadomiłam sobie, że mój pierwszy domowy kot, to był właśnie czarny jak noc Blacky. Kochany kocur…

Oddałam już sporo czarnych kotów do nowych domów. Dopiero zaglądając do
albumu ze zdjęciami, uświadomiłam sobie ile ich było: MałaCzarna,
Szprycha, Bieżnik, Pchełka, Cyprys, Iglak, Zbój i Małpeczka. I jeszcze
Dźwiedź, który z zamknietej piwnicy trafił do koleżanki, która najpierw
szukała mu domu, a potem znalazła – u siebie :-) Wszystkie te koty są
czarne, a każdy zupełnie inny!

Dziś u nas są dwie czarne kotki. Obie szukają domów, które docenią urok czarnego kota.

Gryzelda
jest rodzoną siostrą białego Rózika (ale podobieństwo można znaleźć
tylko w białej plamce na szyi ;-) Jest śliczna – drobna, z wielkimi
żółtymi oczyskami. Kocha inne koty, uwielbia zwłaszcza Młodego.
Niestety, nie przepada za kontaktem z ludźmi (zwłaszcza ze mną), unika
dotykania i głaskania. O dziwo, kiedy już ją dorwę i głaszczę, pięknie
mruczy i nadstawia nawet brzuszek, co jest ponoć oznaką zaufania. Taka
panna z fochami ;-) Jej imię to pamiątka po naszym pierwszym spotkaniu.
Złapałam ją jako dzikiego kociaka, znienacka i gołą ręką, a ona mnie
ugryzła – mimo to nie puściłam i dlatego Gryzia jest dziś u nas. Bardzo
chciałabym jej znaleźć super dom.

Kajunia,
też czarna i też z białą plamką na szyi, jest oczywiście zupełnie inna :-) Spogląda na świat spod przymkniętych powiek, wyrażając w ten sposób
totalny luz i dystans do rzeczywistości. Ogromna z niej gaduła, jeśli
spóźnię się z podaniem śniadanka, dostaję od niej głośną i dobitną
reprymendę. Kaja bardzo lubi być głaskana, lubi też zabawę. Mieszka w
osobnym pokoju z inną kotką tymczasową, Złotooką
i bardzo się z nią zaprzyjaźniła. Kaja dostała imię na cześć gabinetu
weterynaryjnego Kajman. To niestety jest smutna historia… Rodzeństwo
Kai i jej matka zginęły na parkingu, który był ich „domem”. Myślę, że
Kaja już zupełnie nie pamięta tamtych czasów, jest z niej 100% domowego,
kochanego kotka.

Czarne koty są piękne!


  • RSS