sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2011

Przynajmniej nie tym razem.

Wczoraj, wracając z pracy, zobaczyłam przed punktem Lotto kolejkę. Potem zobaczyłam tabliczkę z informacją, że będzie 50 mln do wygrania. Łał! Stanęłam w kolejce, kupiłam los, schowałam kupon do torebki. Wróciłam do domu, położyłam torebkę (niefrasobliwie) na krześle w kuchni.

Potem przyjechał do nas mały dzikusek na intensywne oswajanie, kociak z tego zdjęcia. Potem działy się różne typowo-domowe rzeczy wieczorne, o ile w określenie „typowe” można wliczyć np. wsadzanie do klatki z fuczącym i prychającym dzikuskiem ręki w rękawicy narciarskiej ;-) No, ale to prawie dzień jak co dzień, plus szansa na 50 mln wygranej.

Rano weszłam do kuchni i zobaczyłam moją ukochaną torbę na podłodze. Nie miałam złudzeń, podnosząc ją sprawdziłam tylko pro-forma – tak, była zasikana. To mnie obudziło lepiej od najmocniejszej kawy. No cóż, nasze koty musiały jakoś wyrazić swoją głęboką niechęć wobec kolejnego przybysza i kolejnej rewolucji w domu… A w ogóle to moja wina, nie powinnam zostawiać torby w takim miejscu.

Wytrząsnęłam wszystko z zasikanej torby i włożyłam ją do pralki, nastawiając płukanie. Ważne rzeczy włożyłam do innej torebki, stosik niepotrzebnych papierów wrzuciłam do kosza. Potem poranek już biegł zwyczajnym rytmem. W drodze do pracy uświadomiłam sobie, że w koszu mógł wylądować również kupon lotto, czyli potencjalne miliony. Zadzwoniłam do Wu, jeszcze był w domu, uf uf, poprosiłam, żeby wyjął z kosza papiery, bo może tam być coś ważnego. Wyjął.

Wróciłam z pracy do domu. Przejrzałam papiery – kuponu nie ma. Wu wyjął z pralki torbę, a z niej wyjął… kupon. Potencjalne miliony w formie kilku kawałków rozmakającego papieru. Ała. Poskładałam nędzne resztki kuponu, sprawdziłam numerki – uf. Jak to dobrze, że nie wygraliśmy. Głupio byłoby w ten sposób stracić tyle forsy, prawda?

PS
Dzikusek już mruczy ślicznie i głośno, nadstawia się do głaskania. Jesteśmy na bardzo dobrej drodze do oswojenia. Rękawica narciarska już jest niepotrzebna i schowana.

  

Jak widać koty się komponują. Białym kotom zdjęcia robimy w dzień, czarnym – w nocy (i dlatego jakość nie taka jak by się chciało, cóż, trzeba chwytać momenty i nie marudzić na niesprzyjające okoliczności przyrody oraz nastroju kota).

Pokój Wu zajmują Dziewczynki. Dziewczynka duża – grubaśna Złotooka i
Dziewczynka mała, czyli Kaja-chucherko. Dziewczynki zżyły się ze sobą
calkiem, kiedy wchodzę do „ich” pokoju, najczęściej widuję je razem,
przytulone. Kaja, jak to kociak, miewa chwile głupawki i rozrabiactwa. I
to są chyba jedyne momenty, kiedy Złotooka jej nie lubi, unika, chowa
się przed nią, a nawet syczy. Jak już Kai głupawka przechodzi, Złotooka
znowu ją przytula i myje jej głowę, jakby na nią nawet raz nie syknęła.


Kiedy Wu wraca z pracy i wchodzi do „swojego” pokoju, często słyszę „Dziewczynki, ¿qué pasa?” A za chwilę do mnie – „czy nakarmiłaś już Dziewczynki?”

Karmienie Dziewczynek to operacja dość skomplikowana ze względu na
alergię Złotookiej. Duża Dziewczynka dostaje specjalną karmę w misce pod
oknem, a mała Dziewczynka musi być zamykana w klatce wystawowej, z
miseczką swojego kittena. Czy muszę pisać, że przy karmieniu Dziewczynki
najchętniej zamieniłyby się miskami? Kaja zawsze pierwsza dopada do
miski Złotookiej, pożera szybko kilka chrupek, ja ją zabieram, wsadzam
do klatki. Złotooka podąża za nami, siada przed klatką z Kają i – przede
wszystkim – z miską Kai, i patrzy… Tęsknie patrzy na karmę, której
nie może jeść.

Na początku cieszyłam się, że Kaja tak dużo zjada, ale Wu wyprowadził
mnie z błędu. Wszedł kiedyś do pokoju Dziewczynek podczas ich posiłku i
przyłapał je na gorącym uczynku. W klatce siedziała Kaja, przed nią
miska z chrupkami, a w tej misce łapa Złotookiej! Duża Dziewczynka
wyciągała sobie małe chrupki przez kratę klatki. Od tej pory miskę Kai
stawiam w głębi, Złotooka jest niepocieszona.

Dziewczynki dnie spędzają we dwie, a w nocy jest z nimi Wu. Mają wesoło -
Złotooka myje mu głowę, a Kaja po nim skacze. Z Dziewczynkami nie
sposób się nudzić :-) Dziewczynki są do wzięcia.

Ciepłe kotki

7 komentarzy

Zbieractwo różne formy przybiera. Nasza kocia kolekcjomania obejmuje nie tylko bibeloty czy rzeczy użytkowe z motywem kota, ale również wszelakie, nieożywione kocie aspekty rzeczywistości. Czego nie możemy zdobyć, to chociaż uwieczniamy, jeśli nie mamy przy sobie aparatu foto, to choć komórką.

Komórka Wu przywiozła z Białegostoku taką oto pamiątkę:

I jak tu wgryźć się w kotka? Lepiej zrobić zdjęcie…

Labirynt ciemnych, zakurzonych piwnic, z grającymi i szumiącymi rurami,
po których przemykają koty. Ciepło, duszno, ciemnawo i trochę straszno.
No i niestety, trochę też śmierdzi. Zeszłyśmy do podziemia…




Byłam w piwnicy. Napisałam o tym na blogu Koterii, zapraszam! To ta moja mała zdrada ;-)

A spotkanie? Jutro – będziemy na stoisku Koterii na Międzynarodowej Wystawie Kotów Rasowych, w hotelu Gromada. Koteria będzie całe dwa dni, my (czyli ja i Wu) tylko jutro w pierwszej połowie dnia. Jak zwykle będzie można wesprzeć miejskie koty kupując fantastyczne rękodzieło: torby, poszewki na poduszki, woreczki, zeszyt (nowość), a także kolczyki i – uwaga! – FILCOTKI. Koteria dostała je od autorki, są fantastyczne, polecam! Sama mam dwa i wzbudzają powszechny aplauz, a czasem nawet zazdrość. Warto do nas zajrzeć, zapraszam.

filcotki

Siedząc sobie w domu, przy komputerze, właściwie codziennie słyszę zza okna mniej lub bardziej głośne „kicikicikici”. Słyszę też:

- zobacz, kotki, zobacz! spójrz, tam na oknie siedzą kotki! widzisz?

- ojej, kotek siedzi na oknie! o, kilka kotków siedzi!

- koty, he he

- widzisz kotka? chcesz, żeby do ciebie skoczył? zawołaj kicikici… a nie, kotek nie skoczy do ciebie, bo ma w oknie siateczkę, wiesz? nie, nie możemy zdjąć siateczki, ale możesz kotka pooglądać

- jakie fajne kotki, popatrz!

Takie rozmowy i komentarze słyszę w ciągu dnia. Wczoraj była bardzo ciepła noc, duszno jak to przed burzą, więc okno było otwarte do bardzo późna. I bardzo późno już było, kiedy usłyszałam:

- o k…a, cztery koty!

Kaja

5 komentarzy

Złotooka zyskała towarzystwo. Chyba nie narzeka, wręcz odwrotnie, chociaż bywają trudne chwile… Ale od początku.

Niespełna dwa tygodnie temu zajmowaliśmy się kocią rodziną na parkingu dealera samochodów, przy bardzo ruchliwej ulicy. Zajmowaliśmy się to za dużo powiedziane w sumie… Miejsce, które pewna kotka wybrała dla swoich kociąt, było dla nich bardzo złe. Dwa kociaki zginęły potrącone przez samochody (lub motocykle), kotka też umarła, los trzeciego kociaka jest nieznany, a czwarty kociak to Kaja.

Strażnik z parkingu, który dokarmiał nieszczęsną kocią rodzinę, powiedział, że Kaja była najbardziej nieśmiała i nigdy nie wychodziła poza ogrodzenie parkingu. To uratowało jej życie. O tym parkingu dowiedzieliśmy się z forum, kiedy zginął pierwszy kociak. Drugiego kociaka znaleźliśmy potrąconego, w pobliskiej lecznicy Kajman próbowano go ratować, ale się nie udało. Po tych tragediach nie było na co czekać, następnego dnia złapaliśmy Kaję i zainstalowaliśmy w naszej łazience. Mamy kociąt nie udało nam się złapać, a dzień później Wu znalazł ją nieżywą…

Kaja miała ok. 3 miesiące, kiedy do nas trafiła. Bardzo się bała i dziczyła. Ja też się bałam, bo to już nie jest dobry wiek na oswajanie kociąt, nie byłam pewna czy się uda. Ale bałam się zupełnie niepotrzebnie! Kajunia oswoiła się błyskawicznie. Już po kilku dniach pięknie mruczała i domagała się głaskania. Klatkę z Kają przenieśliśmy do pokoju Wu, w którym rezyduje Złotooka (w łazience nie można się było ruszyć, klatka zajmowała prawie całą podłogę). Oczywiście Kaja domagała się wypuszczania, więc podjęłam to ryzyko. Na początku szybko znikała gdzieś w książkach czy za biurkiem, ale wywabiałam ją jedzeniem. Teraz już się tak nie bunkruje, a zawołana sama wychodzi, mruczy i ociera się. Kaja mruczy od samego spojrzenia, mruczy kiedy się do niej coś mówi, mruczy podczas zabawy. Niesamowita jest.

Złotooka szybko oswoiła się ze współlokatorką. Jest tak miła, że myje Kajuni głowę (tak oto rozszerzyła swoją działalność, bo zaciekle myje też głowę Wu oraz moją, jeśli jej na to pozwolę). Harce kociaka rozruszały złotookiego tłuścioszka, dużo więcej się bawi myszkami. Czasem nawet Kaja i Złotooka bawią się razem, co jest wybitnie komiczne, wielka gruba burasia i chude, czarne chucherko!

I tylko z jedzeniem mamy problem. Złotooka nie może jeść tego, co dostaje Kaja. Na posiłki Kajunię zamykamy w klatce – a wtedy Złotooka robi się strasznie smutna i tak patrzy… Widać, że marzy o spróbowaniu smakołyków, których jej nie wolno. Nawet kiedy w środku już nie ma Kai, nie ma jej jedzenia – Złotooka siada i „czaruje” klatkę, jak to określił Wu.


  • RSS