sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2011

Wu na KOtMIKSACH ogłosił bitwę blogową (pkt. 5 notki) na koty wielkanocne. Niniejszym podejmuję wyzwanie! Zwłaszcza, że przy tej okazji mogę życzyć wszystkim kotom i ich ludziom (a zwłaszcza tym zaglądającym tutaj ;-) cudownych i wspaniałych i bardzo kocich Świąt Wielkanocnych! Wirtualnie dzielę się jajeczkiem oraz przesyłam wielkanocne koty na kartkach pocztowych.

Zaczynam od najstarszej kartki, choć to, że ona najstarsza, zgaduję – nie ma roku wydania. Kartka jest projektu Pawła Świątkowskiego, z Graficznej Pracowni Doświadczalnej Związku Polskich Artystów Plastyków w Łodzi. A kosztowała 1 zł + 10 gr na SFOS :-)

Druga kartka w sumie nie jest świąteczna, ale kotki w koszyku, na tle zieleni – no jakoś z Wielkanocą mi się skojarzyła. Pewnie przez ten koszyczek. Kartka została wydana w 125 rocznicę założenia The American Society for the Prevention of Cruelty to Animals (ASPCA), a było to w 1866 – czyli kartka jest z 1991 roku.

Na koniec tegoroczne życzenia świąteczne, jakie przysłała nam (tradycyjnie, pocztą) Kasia, siostra Wu. Dziękujemy :-)

A jeśli ktoś podejmie wyzwanie Wu i stanie do bitwy blogowej pt. „jak upchać kota między króliczka a palemkę”, to proszę o stosowny wpis w komentarzach, żebym zajrzała! Jak na przykład zajrzałam do wilddzik i zobaczyłam wielkanocne… koto-zające. Jutro warto zajrzeć na KOtMIKSY, Wu szykuje ciężką amunicję w koto-bitwie.

Moim pierwszym zakupem na Allegro był otwieracz do butelek w kształcie kota. Jest świetny i do dziś jestem z niego dumna. Muszę zrobić zdjęcie i pochwalić się nim też na blogu.

Przez pewien czas z kubeczków w koty u nas się nie piło. Żeby nie stłuc. Teraz tych kubków jest tyle, że pijemy praktycznie tylko z „kocich”, bo innych już nie mamy. Nie mogę tego o szklankach napisać, te z kotami są jeszcze wciąż rarytasem i nie do codziennego użytku.

Złotooka, nasza nowa tymczasia, gości w pokoju gościnnym, który tak naprawdę jest pokojem Wu, a funkcja gościnna jest dodatkowa (nawet nie wiem czy równorzędna, chyba nie ;-). Jak dotąd nie było z tym żadnych problemów, wręcz odwrotnie – Wu przebywając na przykład z dzikawymi jeszcze kociakami, oswajał je z obecnością człowieka, a jeżeli w pokoiku zamknięty był bardzo towarzyski kot, to obecność człowieka (Wu) wykorzystywał do miziania się i głasków.
No, teraz też w sumie nie ma problemów, tylko jest spór o fotel. Złotooka najbardziej lubi sobie polegiwać na fotelu, który stoi przy biurku. A Wu, kiedy coś robi (np. KOtMIKSY), potrzebuje tego fotela do siedzenia. I pojawia się konflikt. Na przykład teraz – Wu coś robił przy biurku, przyszedł do mnie, wrócił i słyszę z pokoiku skargę „ona już znowu na fotelu siedzi!”.

Kiedyś moi rodzicie mieli psa, takiego średniej wielkości kundelka. Miał na imię Emil. W salonie rodzice mieli dwa fotele, ale tylko z jednego dobrze się oglądało TV – niestety, to był także ulubiony fotel Emilka. Mój tata ścigał się z psem, kto pierwszy zajmie fotel. Bo jak już pies na fotelu zaległ, przyklepane, ojciec nie potrafił (nie chciał) go zrzucać. Dlatego, jeśli ojcu udało się zająć fotel, to potem strach wstać, bo od razu pies wskoczy. Aż tata wpadł na genialny w swej prostocie pomysł. Rezerwował fotel za pomocą krzesła. Jeśli tata musiał wstać z fotela, od razu kładł na fotelu krzesło do góry nogami – i wtedy Emil już na fotel nie wskakiwał.

Na psa patent z krzesłem działał, czy na kota też byłby dobry? Nie wiem, śmiem wątpić. Złotooka nie wyglada na kotkę, której jakieś głupie krzesło przeszkadza. Z drugiej strony – Wu się też nie certoli, przekłada kotkę na kanapę i już. Wielka mi bitwa o fotel.

Dziś przyniosłam bojownika.

Bojowniki to takie rybki. Kiedyś miałam jednego, jeszcze w dzieciństwie. Mieszkał sam w małym akwarium, do ścianki przystawiałam mu lusterko, a on wtedy prężył się i atakował wroga! To agresywne rybki, jak sama nazwa podpowiada. W sklepach zoo najczęściej są trzymane osobno, w małych kubkach… Bardzo mi się to nie podoba. Jednak bojowniki ponoć potrafią być niemiłe dla innych ryb w akwarium, a dwa samce w jednym zbiorniku to walka na śmierć co najmniej jednego z nich. My mamy w akwarium gupiki i kiryski (no i zbrojnika, ale on wielki i wciąż schowany), więc bałam się brać bojownika, chociaż go chciałam.

A dziś zajrzałam do sklepu zoo i zobaczyłam bojowniki trzymane z innymi rybkami! W tym z gupikami. I normalnie się zachowywały, nie zaczepiały mniejszych rybek, więc pełna optymizmu kupiłam jednego bojownika i dwa gupiki. Bojownika soczyście niebieskiego z papuzimi płetwami, a gupiki srebrzysto-czerwone (żeby odnowić pulę genową). Przyniosłam do domu, wpuściłam rybki do akwarium i co? Ano ów pokojowy, jak mi się wydawało, bojownik zaczął moje gupiki skubać! Ech, mam nadzieję, że mu przejdzie, tak bardzo chciałam mieć bojownika… Bojownika pacyfistę chciałam, no.

Złotooka

4 komentarzy

No i mamy nową lokatorkę. Bura kotka z białymi łapkami, jakby w mleku zamoczyła. I ma biały żabocik. Ale przede wszystkim – ma ogromne, złote oczy. Największe, jakie widziałam u dachowca (bo persy i prawie-persy to wiadomo, wielkimi oczyskami łypią).

Złotooka Burania ma swój pokój (gościnny, bo wiele kotków gościł, jak mawia Wu), gdzie głównie wypoczywa na fotelu oraz najada się za wszystkie czasy. Ciągle trzeba jej miskę uzupełniać. Kiedy jakiś człowiek wchodzi do jej pokoju, zagaduje i przychodzi na pieszczoty. Dziś rano Młody przedarł się do niej, nie była zadowolona. Myszkami się nie bawi, piórka na patyku owszem, gania.

Złotooka miała być dziką kotką, złapaną na sterylkę w fabryce w Ursusie. Okazała się kotką oswojoną i już wysterylizowaną – w Koterii znaleziono bliznę na jej brzuszku.  Ktoś się jej pozbył po prostu… Jest młoda, śliczna i przemiła, poza tym chuda, ma kiepską sierść. Nie mogła wrócić na ulicę, więc trafiła do nas. Nasz dom to tylko chwilowe schronienie dla Złotookiej kotki, mam nadzieję, ze znajdzie prawdziwy, kochający dom. Taki na zawsze.

  

…bywa wyzwaniem. Hi hi

 

Spokojny sen w domu pełnym kotów nie jest taki łatwy i nie trwa tak długo, jak by się chciało. Różne pokoty
są fajne, dopóki nie jest się tego pokotu częścią. Bez własnej woli
oczywiście, a raczej – bez pytania o zdanie. Koty najczęściej
zawłaszczają sobie najmiększe i najmilsze miejsca do spania, nie
wiedzieć czemu człowiek uznawany bywa za takie właśnie miejsce. Nie
mogłam tego zrozumieć 5 kilogramów temu tak samo, jak i dziś.

W naszym domu wyzwaniem nie jest tylko spokojny sen, ale również
spokojne przebudzenie. Rzadko się zdarza. Ostatnio najczęściej budzę
się, kiedy Rózik przebiega mi przez głowę. Tak jak to tylko on potrafi,
szybko i z przytupem. Jeśli nie budzi mnie Rózik, to na przykład Żwirek
przychodzi się przytulić i zwala swoje ośmiokilowe cielsko na mój bok
albo brzuch, a potem zaraz zaczyna ciumkać mi rękę. Misiek, jeśli uzna,
że trzeba się nim już zająć, wsadza mi łapkę w twarz i ziewa w nos. Na
dźwięk budzika zawsze uaktywnia się Bunkierek i leciiiiii poprzytulać
się do Wu. A jeżeli jest cicho i spokojnie, jeśli żaden kot nie biegnie,
nie udeptuje mnie, nie liże, nie mruczy w ucho…
Budzi mnie takie
dziwne uczucie, jakby ktoś wpatrywał się we mnie i wręcz świdrował mnie
wzrokiem…


  • RSS