sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2010

Czarne koty czarują

1 komentarz

Małpeczka i Gryzelda zaglądają w kryształową kulę szukając DOMU…

Wielkie kociątko

1 komentarz

Najpierw wieści o Latarence – znalazła dom! W sobotę przeprowadziła się do kotki Samanty, z którą jeszcze się za bardzo nie przyjaźni, za to z opiekunami jak najbardziej. Bardzo się cieszę, że Latarenka, dziś Inga, nie musi tułać się po śmietnikach.

A my mamy nowego kota, tymczasowego oczywiście. Niby-pers, kupiony jako mały kociak w sklepie zoologicznym. Ludziom zabrakło czasu i chyba miłości, bo kocurek jest ewidentnie zaniedbany psychicznie i fizycznie. Pewnie za wcześnie zabrany od matki, ma chorobę sierocą – ssie swoją łapę. W tym wielkim, chudym kocie siedzi małe, samotne kociątko. Dopieszczamy go, wycinamy kołtuny i szukamy domu.

I niech Was nie zwiedzie jego mina na zdjęciu, wcale nie jest groźny! Tylko czasem tak udaje.

W Galerii kotów do adopcji jest więcej zdjęć naszego nowego gościa.

Latarenka…

4 komentarzy

Miesiąc temu znajome karmicielki zawiadomiły mnie, że niedaleko jakieś koty koczują na śmietniku. Poszłam tego śmietnika poszukać no i znalazłam – cztery podrośnięte kociaki w tzw. gabarytach. Pomieszkiwały wśród rozwalonych wersalek, desek ze starych mebli, potłuczonego szkła… I ktoś je karmił, bo były tacki.

  

Jeden z kociaków był trochę niesprawny ruchowo, zarzucał tyłem, tylne łapki źle stawiał. Tego postanowiłam złapać najpierw, żeby pokazać wetowi (chociaż wyglądało to na schorzenie neurologiczne, więc raczej nie do wyleczenia). Reszta towarzystwa wyglądała kwitnąco.

Udało mi się spotkać karmicielkę. Okazało się, że matka kociaków jest już wysterylizowana i mieszka w piwinicy w sąsiednim domu. Dla kociaków zarezerwowałam termin w Koterii i umówiłam się na łapanie. Chorego kociaka próbowaliśmy łapać wcześniej, ale okazało się, że wprawdzie chodzenie mu nie wychodzi, za to biega jak zając. No i nam zwiał, a potem już nie chciał podchodzić do jedzenia.

A potem gabaryty zostały sprzątnięte, a dwa kociaki zniknęły. W tym ten chory. Na dwa dni przed terminem w Koterii.

Dwa pozostałe złapały się, chociaż nie było łatwo – jakieś wystraszone i niepewne były. Kocurek szybko po kastracji wrócił na podwórko, koteczka została dłużej. Śliczna, odważna i wesoła, młodziutka kotka. Wczoraj dowiedziałam się, że ona się… oswoiła. I że uwielbia ludzi. Ona nie może wrócić „do siebie” – czyli do piwnicy albo na ten śmietnik. To nie jest dobre miejsce dla oswojonych, lgnących do ludzi kotów. Mamy dwa – trzy dni, żeby znaleźć dla niej chociaż dom tymczasowy…

Nazwałam ją Latarenka. Ma na pyszczku jakby smugi światła rozchodzące się od latarni morskiej. Taki mi się skojarzyło…

Mamy koty, rybki i ślimaki w akwarium, zwierząt wystarczy. Naprawdę, nie muszę i nie chcę mieć kolejnych podopiecznych. Ale mam. I to przez koty! W hodowanym dla nich owsie zalęgły się muszki-upierdliwki. Wnerwiają mnie, bo są głupie i wpadają do kawy, właśnie dwie wyłowiłam. I po co my tę trawkę dla kotów hodujemy? Koty ją uwielbiają, ale jak dla mnie te dodatkowe atrakcje nie są zbyt ciekawe – muszki w kawie i jeszcze pawie trawką. Ech, życie. Muszki z kawy wyłowione, ale już słyszę, że któryś kot najadł się trawy i… Idę sprzątnąć.

Akcja odrobaczanie rozpoczęta, pierwszy etap zakończony.

Zważyłam najlżejsze koty, żeby ustalić dawkę (granica to 4 kg). Z Gryzią i Kudłatą nie było łatwo, Gryzeldę na siłę wyciągnęłam z budki kiedy spała, Kudłatą skłoniłam do głaskania i capnęłam za kark.

Podzieliłam tabletki na odpowiednie dawki, przygotowałam listę kotów, kilka strzykawek z wodą.

Podałam tabletki kotom ‚łatwym’. Następnie tym trudniejszym (np. Żwirek i Muchomorek tudzież Małpeczka są trudne w obsłudze, bo się wiją).

Nałożyłam do misek mokre z puszki i zawołałam koty. Koty przybiegły jeść.

Znienacka złapałam Świerczka, przy misce. Podrapał mnie, wyrywał się, pół kuchni się z nim przeczołgałam, ale nie puściłam. Tradycyjnie już był tak przerażony złapaniem, że nawet nie zauważył tabletki w pysku i połknął bez problemu, po czym zwiał i do teraz go nie ma.

Następnie dorwałam Gryzeldę. Mała, wstrętna plujka ;-), za trzecim razem jednak połknęła tabletkę, puściłam ją. Zwiała, ale za chwilę zameldowała się przy misce (w bezpiecznej odległości ode mnie).

Odhaczyłam już wszystkie koty, oprócz Kudłatej, ona okazała się najtrudniejsza. Zrezygnowała z pysznej puszki, bylebym jej nie dorwała. Skubana daje do siebie podejść naprawdę blisko, a potem zawsze wieje. Z pół godzinki odczekałam i znowu ją namówiłam na głaskanie i caps za kark! Jestem podła. Teraz Kudłata zwiewa przede mną jak przed diabłem.

Powklejałam info do wszystkich książeczek.

Teraz z godzinkę poczekam na ewentualne pawie i oby żadnych nie było (tfu tfu)! Jutro reset kuwet, potem będziemy myć, prać i takie tam.

Miś scerbatek

1 komentarz

Nasz koteczek rudy, młody i zdrowy (ma 6 lat) jest od wczoraj scerbaty! Prawie wszystkie zęby były zepsute, dziąsła chore. Pewnego dnia tak po prostu zajrzałam Misiowi do paszczy i przeraziłam się. Bo w paszczy było paskudnie, a Miś nie dawał po sobie poznać, że coś go boli… Musiało boleć i to bardzo. No i zostało tylko kilka ząbków na krzyż, reszta wyrwana.
Dziś Misia też trochę boli, odsypia wczorajszy trudny dzień. Paszcza musi się zagoić.


  • RSS