sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Wczoraj w drodze do autobusu poczułam, że coś mnie uwiera.
W pracy wyjęłam z buta kociego chrupka. Kochane kotki, zaopatrzyły mnie w drugie śniadanie :-)

Sprzątanie kuwet wymaga nadzoru kotów. Kiedy tylko otworzy się kuwetę (krytą) i zacznie łopatką wyławiać „urobek”, natychmiast zjawia się kocia komisja obserwująca uważnie postęp prac. Wianuszek skupionych mordek wokół powoduje, że człowiekowi ręce się trzęsą. Wraz z uprzątnięciem ostatniej bryłki nieczystości zawsze znajdzie się co najmniej jeden członek komisji, który musi sprawdzić czy aby na pewno kuweta jest czysta. Należy się odsunąć i poczekać chwilę, a następnie usunąć nową bryłkę. Nie warto spieszyć się z zamykaniem kuwety, gdyż zazwyczaj kolejny członek kociej komisji idzie w ślady poprzednika. Chwila nieuwagi (spowodowana koniecznością odwrócenia się żeby wziąć górę krytej kuwety w celu nałozenia jej i tym samym zakończenia prac porządkowych) i znowu coś ląduje w żwirku.

Resetowanie kuwet to dzień radości kotków. Kiedy do umytej i zdezynfekowanej kuwety nasypałam żwirek, najmłodsza kociarnia ucieszyła się: „Plażaaa!!!!” i radośnie zaczęła się w tym żwirku tarzać, naparzać, skakać i szaleć. Gdyby im dorzucić piłeczkę, rezgrałyby mecz siatkówki plażowej, ale jakoś nie byłam w nastroju kibica (a do mycia czekało jeszcze kilka kuwet).

Zamiatanie podłogi to nie lada wyzwanie – dla kotów. Kiedy tylko wzięłam szczotkę do ręki, kociaki zakrzyknęły „Zabić wroga!” i rozpoczęły natarcie. Szczotka została najpierw oblężona, następnie kociaki kolejno jęły ją napadać, wgryzać się i mordować. Wojenny amok i adrenalina uczniła je głuchymi na moje rozpaczliwe próby odganiania, strząsania drobnych acz wojowniczych ciałek ze szczotki. Największą krwiożerczością odznaczył się Mandarynek, więc podłogę częściowo zamiotłam rudym kotkiem. Za to Mała W. (zwana ostatnio Małpeczką) wykazała się wielkim sprytem. Podjęła mianowicie działania dywersyjne – kiedy Mandarynek atakował wroga, ona natarła na tyły, wskoczyła w zmiecione na kupkę kurze i rozniosła je po połowie już uprzątniętej podłogi. Odogoniłam ją, ale ona nie dała za wygraną i ukrywszy się sprytnie za rogiem kanapy, uskuteczniła jeszcze dwie takie dywersje.

Jak można się domyślić, kociaki są już zdrowe, radosne i gotowe do zasiedlenia nowych domów, które niniejszym uprzedzam, że kot w domu to wiele radości.

Zapraszam!

1 komentarz

koteria


http://www.koteria.org.pl/

Dziś, w międzynarodowym Dniu Kota, otwiera swoje podwoje KOTERIA – pierwszy w Polsce ośrodek świadczący opiekunom kotów miejskich bezpłatne usługi sterylizacji i leczenia.
Zapraszamy od 12.30 do 18.00!

To jest Gacek. Ma trzy lata, jest wykastrowany. I jest przepięknym, rudo-białym kocurem.
Gacek miał pecha i dotychczas jego życie było pełne strachu, czasem bólu. Od kilku miesięcy Gacka los się odmienił – zaopiekował się nim pan Staszek, człowiek o wielkim sercu, którego życie też nie rozpieszczało.
Gacek pod opieką pana Saszka rozkwitł. Przestał się bać, zapomina o kopniakach i szturchaniu parasolem, przychodzi na mzianki i mruczy.
Pan Staszek poprosił mnie o znalezienie domu dla Gacka, takiego kochającego domu, bezpiecznego i na zawsze. Pan Staszek niedługo będzie musiał Gacka opuścić i chce mieć pewność, że już nikt Gacka nie kopnie, nie skrzywdzi.

Różowy nochalek Gacka jest stworzony do całowania. Oto Gacek walentynkowy.

Gacek

ważenie

Mogłoby się wydawać, że nie napiszę niczego odkrywczego (pewnie zresztą tak będzie). No bo do czego mogą służyć pudełka w domu kociarza? Do spania albo do rozszarpywania. Wiadomo. Żaden prawdziwy kociarz nie wyrzuca od razu pudełek (szczególnie po butach), bo w takim niepotrzebnym już nam, ludziom, pudełku, kot musi się najpierw porządnie wyspać, potem ewentualnie może z pudełka polować na ludzi lub inne koty, a na końcu kot musi poćwiczyć swoje umiejętności destrukcyjne, czyli odrywając po kawałku tekturę pudełko unicestwić.
Stąd też większość kociarzy pudełka (zwłaszcza po butach) wyrzuca w formie tekturowych strzępów, za pomocą szufelki i zmiotki.

Ale ja dziś znalazłam nowe zastosowanie dla pudełka po butach. Za pomocą takiego pudełka udało mi się zważyć kociaki-wiercipiętki. Na wadze kuchennej żadne nie chciało siąść nawet na sekundę, ale kiedy na wagę położyłam pudełko, pchały sie do niego jak opętane. A ja podstępnie sprawdzałam ich wagę i skrupulatnie zapisywałam.

Miot indiański ma nawrót kociego kataru i znowu „zepsute” oczka, Młoda solidarnie rozchorowała się z nimi. Dlatego ważenie ich jest takie istotne, żeby dobrać odpowiednie dawki leków. Po gorzkim antybiotyku obłaskawiam kociaki tranem, który uwielbiają.


  • RSS