sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

Zeżarło

2 komentarzy

Tutaj miała być dość obszerna i elokwentna notka o posiadaniu stada kotów i byciu Domem Tymczasowym, ale pisałam ją dość długo i na raty (jeszcze słaba jestem). No i jak już kliknęłam publikuj, to mi cały tekst zeżarło.

Jak mi wnerw przejdzie może postaram się napisać jeszcze raz. Tymczasem tylko link do artykułu Dom Tymczasowy. Porady dla niezdecydowanych i początkujących

ziggie – pozdrawiam!

Przerwa

3 komentarzy

Na grypę.
Choruję.
Koty mnie grzeją.

Najpierw, tak dla porządku przypomnę, że koty, o kórych (głównie) piszę tutaj, to koty dla których szukam domów. Obecnie dla siedmiu: dla Iglaczka, Świerczka, Młodej i dla czwórki małych indian.

A teraz ad rem.
Tyle tu napisałam złego o dwóch chłopakach spod tui… O Iglaczku, że tak dziczy, o Świerczku, że taki z niego tchórz. A tymczasem chłopaki przyszły się do mnie przytulić…
Iglak i Świerczek

A Świerczek kazał się miziać i drapać i w ogóle…
Świerczulo

Kochane, kochane tujowe chłopaki.

No właśnie. Mamy stan równowagi, czyli siedmiu rezydentów na siedem kotów tymczasowych.
Rezydenci raczej nie uważaja, że to stan dobry, zwłaszcza autystyczny Szczuruś, który udaje, ze kociaków to w ogóle nie ma… Omiata je pustym wzrokiem, jest w tym mistrzem. Biedny Szczuruś, ledwo akceptuje nasze kocie stado, a tu nagle najazd hałaśliwych indian, które już opanowały całe mieszkanie. Tylko Miś przeżywa swoje kolejne dzieciństwo (jak zawsze kiedy są maluchy).

Tymczasowa Młoda również nie uważa, że jest dobrze, no i głośno protestuje. Bardzo głośno i dobitnie – warczy, paca maluchy i zaciekle im kradnie zabawki. Jak tylko któreś małe zaczyna się bawić jakąś myszką lub piłeczką, natychmiast Młoda podlatuje i zabiera. O! słychać, że w drugim pokoju jakiś kot czymś innym się bawi? Młoda porzuca ukradzioną dopiero co zdobycz i leci ukraść następną. O dziwo starszym od niej kotom nie kradnie, Świerczek może swobodnie bawić się swoimi piłeczkami i frotkami. Młoda chyba źle znosi fakt, że już nie jest najmłodsza w tym towarzystwie.

Młoda Młoda

Indianie Mandarynek, Zbój, Księżniczka i Mała Wyrywna

Indianie Chaplina się naoglądały?

Iglak A Iglak przygląda się z góry…

Mała Wyrywna Mała Wyrywna

resta Indian Szalony Mandarynek, Czarny Zbój i Sikająca Księżniczka

…czyli Wu pisze mojego bloga.

Dziś wyszło bardzo sprawnie – zamknąłem kotki i nie wypuściłem z
transporterka aż załatwiłem wszystkie sprawy w łazience. Ale wczoraj,
gdy już spałaś, przeżyłem (ledwo) kocie oblężenie.

Wszedłem do łazienki w trakcie ich intensywnej zabawy. Byłem w
krótkich spodenkach, z dyndającymi sznurkami przy nogawkach. I
znalazłem się w oku cyklonu. Dwa kotki, duży czarny i rudy, rzuciły się
do sznureczków, wspinały się po moich gołych nogach, podciągały,
zsuwały. A trikolorka wspięła się od razu do pasa – z góry wyglądało
jakby skradała się, faktycznie jak Indianin (z filmów), z nożem w
zębach, ku memu gardłu.

W ogóle to wszystko wyglądało jak atak mini-komandosów albo stada
gremlinów. Kotki były szalenie energiczne, miotały się, prawie
warczały, wyglądało jakby chciały mnie rozszarpać (rozszarpały
sznurki). Potem trikolorowa (Indianin w barwach wojennych) skoczyła od
razu z transporterka na moje biodro…

Uciekłem prawie w panice, he, he. I jeśli te kotki to Indianie, to
raczej południowoamerykańscy. Bo jak wyszedłem, to wyglądałem i czułem
się jak po brodzeniu w Amazonce pełnej piranii: nogi do kolan miałem
całe skrwawione. Mam tylko nadzieję, że żaden nie wbił mi jakiejś
zatrutej strzałki, hy, hy.

Oto nasze poranne atrakcje opisane przez Wu…

W łazience mamy rozpędzone,
miksujące się cząstki, ale nie całkiem chaotyczne – wszystkie zmierzają ku
otwartym drzwiom. Dwa razy musiałem łapać te swobodne elektrony może nawet, bo
chyba mniejsze i trudniejsze do schwytania niż molekuły.

Zamknąłem je w
transporterku tylko na czas prysznicowy, a potem sobie krążyły (rudy wskoczył
do wanny jak się jeszcze wycierałem i rozpłaszczył się na dnie, bo mu się łapy
rozjechały na mokrym).

A potem co zajrzałem do
łazienki, to one jak torpedki startowały ku szczelinie w drzwiach. Rudzielec
parę razy tłukł głową w drzwi i framugę, bo startował do najmniejszej szpary.

No i w końcu dwa mi
uciekły, bo jak łapałem jednego, to drugi czmychnął, a jak drugiego, to
pierwszy uciekł… Większy czarny schował się na półce z butami, a rudzielec
poleciał aż na koniec kuchni, do Młodej. Na szczęście nie kichnął jej w nos.

Przez to wszystko sporo się
do pracy spóźniłem, ale zabawa była przednia, he, he.

 

Kociaki mają swoje indiańskie imiona.
Mała Wyrywna to najmniejsza, najsłabsza i najspokojniejsza koteczka – nie przeszkadza jej to stawiać wielki opór przy wpuszczaniu kropli do oczu. Trochę mnie martwiła na początku, ale chyba jest nieźle, bo już bawi się z rodzeństwem, tylko czasem jeszcze trzyma się z boku i ma wyszczurzały pyszczek zabiedzonego kociaka. Jest słodka.
Czarny Zbój jest dla odmiany najruchliwszy, największy i najcięższy (waży 1 kg). Wariat i prowodyr szaleństw.
Sikająca Księżniczka ma paskudne oczy i na razie nie korzysta z kuwety, woli ręczniki… Bawi się, ale często też siada i pozuje – patrzcie jaka jestem piękna, trzykolorowa!
Szalony Mandarynek skacze po łzacience jak wariat, aż rozmazuje się w oczach. Ma zapalenie rogówki i zamglone oczko, ale nie przeszkadza mu to zupełnie. Łazienka maleńka, a mam problem ze złapaniem wariującego kociaka – wszędzie go pełno, ale łapię powietrze!
Maluchy odkryły wannę i spodobała się bardzo, więc musiałam im tam pościelić.

A teraz nie tak wesoło. Te kocięta urodziły się u kogoś w domu, ich matka i jej siostry są chore, kociaki mają paskudny koci katar, są zaropiałe i niedożywione. Rudzielec straciłby oko gdyby jeszcze przez tydzień nie był leczony. Mała czarna koteczka mogłaby nie przeżyć, waży połowę tego co największy kocurek.

Takie coś zalęgło mi się dziś w łazience…

kociaki

Kociaki mają ok. 2 miesiące, koci katar, zaflukane noski i paskudne oczy. Dwie dziewczynki (tri i czarna), dwa chłopaki (rudy i czarny). Żeby było ciekawie, te kocięta urodziły się w… domu. Nie w piwnicy, w krzakach, na jakimś podwórku. U kogoś w domu.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze za dwa-trzy tygodnie kociaki będą do wzięcia.

Limba właśnie pojechała do nowego domu.
Mój mruczący przytulasek jest bardzo cwaną koteczką – wiedziała, że coś jest inaczej niż zwykle, że to o nią chodzi. Uciekała przed nami i nie chciała dać się złapać, żeby zmienić adres. Mam nadzieję, że szybko się zadomowi, bo opiekunów będzie miała bardzo fajnych.

Za to wczoraj Młoda wróciła z adopcji. Półtora tygodnia spędziła w nowym domu, ale nadal była płochliwa i stresowała się. Teraz stresuje się u nas, jest nerwowa i warczy na nasze koty, ale były już sesje miziankowo-mruczane.


  • RSS