sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

Limba i Iglak sylwestrowo

swieta    WESOŁYCH, ZDROWYCH, POGODNYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT

życzy Iglak

a wraz z nim Świerczek, Limba, Szczuruś, Całka, Młody, Miś, Niespodzianka, Żwirek i Muchomorek. No i ja. I Wu.

Zuzik i Młoda też pewnie życzą, ale wczoraj wieczorem pojechały do nowych domów (troszkę tęsknimy, co tam, przyznam sie – tęsknimy bardzo).

Carmen Carmen, Królisiu, miękki kotku… Nikt nie umiał Ci pomóc. Przepraszamy

Czekanie. Niepewność. Chory kot i brak diagnozy. Czekanie na wyniki badań, czekanie na decyzje – co dalej.

Jest taka piękna kicia, ma na imię Carmen. Najpierw była na śmietniku (zamkniętym), potem kilka dni w lecznicy, potem u mojej koleżanki z forum w Domu Tymczasowym. Potem znowu lecznica, kilka dni u mnie, codzienne badania. Teraz jest w lecznicy i może będzie musiała tam zostać do jutra. A Migota już za nią tęskni, już chce ją zabrać z powrotem do DT.

Carmen jest piękną zagadką. Nie wiadomo nawet w jakim jest wieku, bo wygląda jakby miała 4 miesiące, ale może ma już rok, a może nawet więcej. Ma śliczne, mięciutkie i błyszczące futerko (Wu na nią mówi „miękki kotek”), a pod futerkiem to skóra i kości. I chudnie. Jest bardzo chora i nie bardzo wiadomo dlaczego. Bardzo się złości przy zastrzykach, kroplówkach, walczy jak lwica nawet przy kroplach do oczu.

I jest słodka, kochana, wzruszająca. Bardzo, bardzo chcę, wszyscy chcemy, żeby jej choroba była uleczalna.

A rano obudziło mnie szuranie.
To był Zuzik ze słoczkiem gerberka (wieczorem dałem im pół, a reszta miała być
później – nawet się zastanawiałem, czy nie zainteresują się słoiczkiem na
regale, ale przecież zamknięty był). Słoiczek był bez przykrywki. Wygląda na
to, że kotki sobie go otworzyły, he, he. A wcześniej chyba zniosły słoik z
wysokiej półki w zębach, bo nie obudził mnie żadem hałas spadającego naczynia.

Zatem suwany słoik hałasował,
ale kotki nie bardzo potrafiły się dobrać do zawartości (albo dlatego, że
zaczynała się dopiero od połowy – gerberek w połowie pełny lub pusty – albo
może suwał się denkiem do góry?).

A jak wychodziłem z pokoiku, to
się okazało, że pod drzwiami czekał tłumek gapiów – przywabionych albo
szuraniem, albo zapachem gerberka. Ale raczej to drugie, bo gdy tylko
otworzyłem drzwi, to jakiś kot odepchnął mnie i wparował do pokoju kociąt.
Najpierw myślałem, że to Świerczek, ale to była  o c z y w i ś c i e 
Limba. Nie znalazłszy gerberka (bo go dałem już kociakom, a one pochłonęły go w
sekundę) dała się wygonić z kociakowego azylu.

Takie to gerberkowe przygody
poranne.

Taki liścik dostałam od Wu.
Objaśnienia:
Zuzik i Młoda mieszkają w „przedszkolu” czyli pokoju gościnnym (bo gościł wiele kotków).
Dlaczego o c z y w i ś c i e Limba? Bo Limba jest okropnym łakomczuchem i kiedy koty dostają jakieś smakołyki, potrafi szybko połknąć swoją porcję, a potem wyżerać innym kotom z ich paszczy. Serio serio.
Gerberek – takie jedzenie w słoiczku, dla niemowląt. Kotki uwieliają gerberka z indyka lub kurczaka, za pomocą tych gerberków już niejednego dzikuska oswoiłam.

Każdy kotek ma swoje specyficzne potrzeby, czasem mocno pokręcone. Dla każdego kotka należy przygotować akcesoria, które te potrzeby zaspokoją, a kotka tym uszczęśliwią.

Świerczkowi do fajnego życia potrzebna jest piłeczka. Piłeczka musi być miękka, gąbkowa – bo Świerczek piłeczkę turla, gania, poluje na nią, ale też nosi ją sobie po mieszkaniu. A nosi ją w pyszczku, maszerując z wyrazem dumy i zadowolenia. Bo to jest jego piłeczka, sturlana, sponiewierana, ale jego! Miękka piłeczka ma jeszcze jedną zaletę w połączeniu ze Świerczkiem, otóż kiedy kotek ma fazę na zabawę w środku nocy, piłeczka z gąbki nie budzi sąsiadki z dołu. Jeśli coś ją budzi, to tupot Świerczka.

plakat

Nie będzie, bo – tadaaam! – Iglak i Świerczek dziś zostawili swoje bombki w lecznicy. O. Teraz już są – tadaam! – prawdziwymi, domowymi kocurami. Wykastrowanymi.

Tadaam!

Świerczunio zaczyna wracać do dawnej formy – już kilka razy znowu do mnie gadał i przyszedł nawet sam (!) się pomiziać. Tchórzyk jeden z oczami jak spodki, jak już się przełamie i da pogłaskać, to staje się rozkosznym kociakiem, wygina się, nadstawia, przymyka ślipka i mruczy, mruczy, mruczy! Poza tym Świerczek pała wielką namiętnością do piłeczek gąbkowych i do starych frotek. Godzinami potrafi się bawić, łazić po domu z piłeczką albo frotką w zębach, podrzucać, ganiać, polować. Kiedy już w końcu znajdą się prawdziwi kociarze, którzy zakochają się w dzikawo-tchórzliwym przystojniaczku, to wyadoptuję Świerczka razem z kilkoma gąbkowymi piłeczkami (stare frotki jakoś głupio oddawać). 

Iglak dalej hardy i niedostępny. Taki hardy, że przedwczoraj przylazł do nas na kanapę i pozwolił się głaskać, a dziś w nocy zaległ przy mnie, przykleił się do mojego boku i zablokował mi opcję nocnego wiercenia się. Zamiast przewalać się z boku na bok mogłam się co najwyżej przytulić do mruczącego, mrocznego księcia. Iglak mnie wciąż zaskakuje, drzemie w nim hardy dzikus i milutki mruczuś jednocześnie. W dodatku jest taki piękny!


  • RSS