sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

Wczoraj prawie zaliczyłam atak serca. Przez Młodego i moją głupotę.

Szykowałam gulasz z serc, umyłam drobiowe
serduszka i zostawiłam na sitku, na chwileńkę (żeby pocztę sprawdzić).
Nagle usłyszałam straszne kocie zawodzenie, w stylu „ratunku,
umieram!”. Pobiegłam do przedpokoju i zobaczyłam Młodego jak zawodzi z
łbem przy podłodze, a na podłodze… skrzepy krwi.
No to już panic mode on na całego, wzięłam
Młodego, dawaj go oglądać, ten zawodzi bez przerwy, ja mu oglądam oczy,
pysk, serce mi wali jak oszalałe, no właśnie – serce… W końcu
skojarzyłam skąd ta krew.

Młody upolował sobie serduszko drobiowe, pożarł i odśpiewał pieśń zwycięstwa. Miałam ochotę go utłuc.

Nie wychodząc z kulinarnych tematów – jakiś kot obżarł mi dwa kawałki ciasta, zanim ja zdążyłam choćby spróbować.

Przedwczoraj Limba ukradła i pożarła kawałek makowca.
Wczoraj Limba wespół w zespół z Iglakiem podobnie postąpiła jeśli chodzi o biszkopciki.
Kradziejstwo i konsumpcja uskutecznione zostały podczas spotkania, na oczach trojga osób, dla których przeznaczony był i makowiec i biszkopciki. Te nasze oczy jakieś kiepskie są najwyraźniej, bo nie zarejestrowały czynów złodziejskich, dopiero końcówkę pożerania.

Dziś w nocy Limba zrobiła skok na chleb ze słonecznikiem. Ukradła bochenek i obżarła połowę kromek. Jeszcze nie zdecydowałam czy te obżarte kromki nadają się do ludzkiej konsumpcji.

Przyjechała do mnie 1 maja. Odeszła 23 maja.
Kiedy przyjechała byłam pewna, że możemy jej pomóc. Wyleczyć. Poradzić coś. I czekał na nią już dom.
Jedyne, co nam się udało, to sprawić, że nie była głodna, nie bolało jej i miała się do kogo przytulić. A przytulała się bardzo pięknie.

Becinka persinka. Moja ptaszyna. Jeszcze trudno mi o niej pisać.

Beci

Dobre wieści

2 komentarzy

Przedwczoraj złapałyśmy białą siostrę Froterka, kociaki wylądowały w jednej klatce i Froter poczuł się bezpieczniej. Przestał tak strasznie dziczyć, dał się wymiziać tymczasowej opiekunce.

Misia i Kasia spodobały się pewnej pani, która chce przygarnąć dwa kociaki. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, kocinki zamieszkają u siebie już niebawem.

Młoda i Zuzik, moje tymczasowe kociaki z Ochoty, już ganiają na wolności, czyli w pokoju gościnnym. Są bardzo wesołe i kochane, zwłaszcza Zuzik – włącza mruczenie kiedy mnie widzi. Młoda to mała łobuziara, ale pogłaskana też się rozmrucza. Za kilka dni kociaki będą do wzięcia!

Tujaki sie leczą, oh yes! Świerczek już całkiem w porzo, w dodatku jakby mniej się bał łapania. Opracowałam widać dobry algorytm:

na kolana – głask głask – kurczaczek – głask – antybiotyk – kurczaczek
- głask głask – krople do oczu – kurczaczek – głask głask głask. Limba troszę zaflukana, inhalujemy.
Jest taka kochana, subtelna, mrucząca, bardzo jej było źle podczas inhalacji, a po wypuszczeniu od razu przyszła do mnie się przytulić zamiast mieć mi za złe. Iglak ma zmieniony antybiotyk (na bardzo silny i bardzo drogi niestety), no i efekty są. I też jakby lepiej się dogadujemy. Och Iglak, mój mroczny książę, ma takie wzruszające, umięśnione, krzywawe łapki.

Froter Froter – przepiękny ok. 3 miesięczny kocurek. Bardzo sie boi i bardzo dziczy, ale się ucywilizuje na pewno.

trumf trumf misia bela,
misia kasia, konfacela…

Misia Misia – malusia, żywe srebro, mruczy.

Kasia Kasia. Słodycz. Maleńka.

Dwa kociaki. Maluteńkie (5-6 tygodni), na działkach, bez schronienia. Dziś w nocy był już mróz.

Te kociaki powinny jeszcze być z matką, ale jeżeli zostaną na działkach, zachorują jutro, może za kilka dni. Jest po prostu za zimno. One za późno się urodziły. Nie przeżyją zimy jeżeli ktoś nie da im szansy.

okruszki  Czy wśród czytaczy mojego bloga jest ktoś, kto da szansę tym kocim okruszkom?
Malutkim i oswojonym? Chodzi tylko o ciepły kąt, jedzenie i trochę
serca. One szybko znajdą dom, jestem tego pewna i zrobię co w mojej
mocy, żeby taki dom znaleźć. Nie mogę ich tylko zabrać do siebie, mam
przepełnienie i kichające tujaki…

Tak było wczoraj:
Najpierw łapanie Świerczka – ganianie po całym
mieszkaniu w kółeczko, zamknęłam sypialnię i zastawiłam dziurę w
drzwiach, więc ganianie było już tylko pokój – kuchnia. Świerczek w
końcu wskoczył na parapet w kuchni, zdybałam go tam, podchodzę – a on
nie zwiał, tylko położył płasko uszy i patrząc na mnie okrągłymi ze
strachu oczami zaczął okropnie płakać.
Wydawał z siebie tak straszne dźwięki, że mnie
sparaliżowało. Wzięłam go w końcu na ręce, przytuliłam, wygłaskałam – a
on sztywny ze strachu.
Dałam mu antybiotyk, krople do oczu, tym razem
na przytulanie i jakoś to poszło. Potem jeszcze potrzymałam Świerczka
na kolanach, głaskałam, aż zaczął wreszcie mruczeć. Poryczałam się
prawie.
Teraz jest odrobinkę lepiej, Świerczek już dwa razy dał mi się pogłaskać, nie wieje już tak strasznie.

Za to z Iglakiem tragedia, siedzi pod narożnikiem i sapie. Antybiotyk i krople poszły nieźle, ale później
koszmar – przygotowałam mu inhalację, kiedy wzięłam go na ręce,
poczułam, że jest rozpalony.
Musiałam wyjąć termometr, Iglak zdołał się uwolnić z moich objęć, no i zaczęła się jazda… Ganianie gorsze niż za Świerczkiem. Podrapał
mnie, podrapał Wu. W końcu udało mi się złapać Iglaka za kark, Wu
wziął go na kanapę, nakrył kocem, ja zmierzyłam temperaturę (pocieszam
się tylko, że do tych 41 stopni dołożył się stres). No i zastrzyk, na
szczęście tolfa, więc nie boli. Z inhalacji zrezygnowałam, żeby Iglaka
nie przegrzać bez sensu.

Od kilku dni tujaki chorują. Zaczęło się od kichania Iglaka i „zepsutych” oczek u obu kocurków. Limba tylko czasem kichnęła. Niestety, podawanie leków strachliwemu Świerczkowi i niezależnemu Iglakowi jest trudne. Bardzo trudne. Nie chcę ich brać z zaskoczenia, kiedy śpia, żeby nie zaczęli się bać zasypiać w swoich ulubionych miejscach – na łóżku albo na drapaku. Nie chcę ich łapać w kuchni przy jedzeniu albo zajętych zabawą. Na szczęście na Świerczka znalazłam sposób, czyli głaskanie i przytulanie, a Iglak nie jest pamiętliwy. Limba oczywiście bezproblemowa – mruczy i nie obraża się.

Teraz Świerczek wygląda już całkiem zdrowo, u Limby od początku było dobrze i dostaje antybiotyk tylko dlatego, że nie wolno przerwać kuracji, niestety Iglak coś nie bardzo reaguje na leki. Pewnie trzeba będzie coś zmienić.

Rezydenci się solidaryzują – Młody i Muchomorek też „popsuli” sobie oczka i też dostają krople.

W związku z chorobą tujaków nowe kociaki nadal siedzą w klatce w zamkniętym pokoju, odizolowane od kichającego towarzystwa. Maluchy bawią się jak szalone, mają wilczy apetyt i są już oswojone. Młoda mruczy i grucha, a Zuzik porzucił postawę pełną rezerwy i fukanie. Też mruczy. Mruczenie włącza mu się pod bródką albo na brzuszku.

O matko, jakie one sa śliczne!

Kociaki wyłapane. Były cztery (i cztery złapane wcześniej), dwa trafiły do mnie. Siedzą w klatce wystawowej.

Młoda – dymna koteczka (przypomina naszego kocura Młodego), śliczna, mrucząca i gadatliwa strasznie.
Zuzik – czarno-biały z pięknym różowym nochalem (przypomina Zizou, dziś Zyzankę, która była u nas kotem tymczasowym), rozczulająco naburmuszony i prychający ostrzegawczo.

Maluchy są malutkie (8 tygodni), śliczniutkie i zdrowe. Za kilka dni mogą iść do nowych domów. Już tym nowym domkom zazdroszczę.

Młoda i Zuzik

portret Iglaka

No czy on nie jest piękny? Czy nie powala błyszczącą czernią swojego futra? Ogniem orzechowych oczu? Dzikością sylwetki?

Iglak, co za imię… Powinien nazywać się Panter albo Attyla, albo jakoś tak. Bo to dziko-niezależny kot jest, chadzający własnymi ścieżkami. Jego braćmi są koty, siostrami myszki i piłeczki. A człowiek? Jest od karmienia, od wołania kicikici (żeby niezależny kot mógł się pogardliwie wypiąć na takie naiwne wygłupy). Kiedy niezależny czarny kot łaskawie pozwoli, uniżony sługa jego człowiek może dostąpić zaszczytu pogłaskania aksamitu futra, podrapania czarnej brody, posmyrania hebanowego brzucha. Wtedy Panter (przez pomyłkę kiedyś nazwany Iglakiem) leniwie się przeciąga, wydobywa z siebie głęboki wibrujący dźwięk zwany mruczeniem, przymyka orzechowe oczy. A człowiek ha! wariuje ze szczęścia, że dostąpił zaszczytu, a czarny dziko-niezależny kot okazał mu łaskę i potraktował przyjaźnie…

IglakAch, ci śmieszni ludzie… Co oni sobie wyobrażają… Że mnie da się poskromić? Że można mnie zawołać, wziąć na kolana, unieruchomić i głaskać? Pfffff… Mnie należy czcić! Ach, za późno się urodziłem… Gdybym przyszedł na świat w odpowiednim czasie i miejscu, trwałbym wiecznie i nawet dziś napawałbym grozą jako wspaniała mumia boskiego kota…

Tak tak. Małe, śliczne. Dziś złapane dwie dziewczynki – czarna i dymna (cudo!), a po piwnicy jeszcze biegają dwa kociaki, bury i czarny z białą strzałką na nosie.

Możemy rozpisać konkursik na imiona. I już otwieram casting na domy, mozna się zgłaszać ;-)

PS
Już się Klusek wyluzował, pieknie się bawią z Morelką, skaczą i biegają po całym pokoju :-)
To sms od Stefana. Jest dobrze.


  • RSS