sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Myślicie, że koty zauważyły?

No, może Mirabelka zauważyła, bo moja mama zamknęła jej łazienkę – azyl i kicia musiała się integrować ze stadem. No to się zintegrowała, warczenia nie słychać.

Klusek łazi po domu z ogonkiem w górze, Morela skrzeczy, Świerczek trochę nawiewa, Iglak najpierw łypie, a potem nawiewa, Limba mruczy. Czyli w sumie bez zmian.

Meldunek od mamy – Młody kocha wszystkie koty tymczasowe, przytula je i myje. Ten kocur to prawdziwy skarb.

duet01     duet02  
Klusek, Jana chce nas oddać… Zrobiła ogłoszenia.             O, ktoś dzwoni! Słyszałam swoje imię!

duet03     duet04  
Morela, chcą Cię wziąć!                                                    Schowaj się, Morela, ja Cię nie oddam tak łatwo.
Klusek, bez Ciebie to ja nie chcę…

duet05
Uf, jeszcze jesteśmy razem. Klusek z Morelką. Forever!

Mirabelka    To jest nasz nowy kot do adopcji.

Mama Morelki. Miała zostać wykastrowana i wrocić na swoje podwórko, jak większość kotek wolno żyjacych. Ta kotka jednak okazała się ufna, całkowicie oswojona, a w dodatku mieszkała przy skrzyżowaniu dwóch bardzo ruchliwych ulic. Jakimś cudem przeżyła tam dwa lata… Nie mogłam jej tam odwieźć z powrotem, a pan Sławomir, który się nią opiekował, zgodził się ze mną. Przyznał, że taka piękna i kochana koteczka, zasługuje na prawdziwy dom, mizianie i spanie w łóżku ze swoimi opiekunami.

No i w łazience zalęgła nam sie Mirabelka. Jest bardzo grzeczna i spokojna. Uwielbia głaskanie – mruczy i wtula się. Wskakuje na kolana. Dotąd mieszkała na dworze, ale nie domaga się wypuszczenia, czasem tylko patrzy tęsknie przez okno i smutno pomiaukuje. Nie przepada za innymi kotami, trochę na nie warczy, raczej mija szerokim łukiem. Nie poznała Morelki, swojej córeczki.

Mirabelka jest wyjątkowo umaszczona, bo rude i biało-rude są przeważnie kocury. Ma piękną głowę, mądre spojrzenie i jest bardzo zgrabna. Poluje na rybki w akwarium i szuka kochającego domu.

katastrofy same

Brak komentarzy

Nie porzuciłam bloga, nie! To komputer mnie porzucił na trochę, na szczęscie Wu przywołał komputer do porządku i już działa. A potem porzuciło mnie hasło do bloga, porzuciło mnie dwukrotnie. Za trzecim razem ja wygrałam!

Przeciwności losu zostały pokonane, nowe opowieści i zdjęcia będą się pojawiać.

No właśnie – domowy komputer zdycha :-( Szału dostaję, Vista odmawia współpracy, a ja nie mam czasu zająć się tym, czyli zażądać pomocy fachowca.

A tyle niusów jest.

Dziś Cyprys pojechał do swojego nowego domu. Ponad dwieście kilometrów od Warszawy. Zaryzykowałam, bo domek sprawia bardzo fajne wrażenie. Już czekam niecierpliwie na sprawozdania.

Od opiekunki Tui i Jodły dowiedzialam się, że kicie zostały prawdziwymi kocimi kobietami, czyli kilka dni temu zostały wykastrowane.

Limba już zdrowa, nie gorączkuje, ma apetyt i bawi się. Jutro ostatni zastrzyk, uf uf.

Kiedy wołam Morelkę, ta leci do mnie na zlamanie karku. I skrzeczy. Obawiam się, że jeśli jej nowy dom bedzie chciał zmienić jej imię, to będzie kłopot.

Iglak jakby łaskawszy się zrobił, częściej mruczy i rzadziej ucieka.

Świerczek jest niesamowity tym swoim wołaniem, żeby go przytulić. Niestety, kiedy ktoś przychodzi do domu (jak np. dziś nowa opiekunka Cyprysa), znika jak kamfora. I wyłazi natychmiast po wyjściu obcego. Ciężko bedzie Świerczka zaprezentować chętnym, kiedy się znajdą.

Klusek to… Klusek. Gania, bawi się, mruczy i przytula. Śliczny i bezproblemowy kotek.

No to zrobiło mi się „tylko” pięć kotów do oddania.
A na podwórku przy ruchliwej ulicy czekają na złapanie kolejne cztery puchate kociaki, małe i śliczne. Tylko nie ma dla nich miejsca…

Limba choruje. Ma gorączkę, dostaje bolesne zastrzyki. Mruczy kiedy jej mierzę temperaturę, mruczy kiedy wbijam igłę. Jest kochana.

Limba

Biały kot…

1 komentarz

Klusek

Taki romantyczny, eteryczny, poetyczny… A na imię mu Czapeczka, ksywa Klusek. Ups.


  • RSS