sztukamruczenia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

Koty tymczasowe:

Iglak – dziczy, głupek jeden zwiewa kiedy chcę go głaskać, ale jak już go dorwę (bo na przykład jest zaspany), to mruczy, wygina się i nadstawia ulubione miejsca do miziania. Iglak zakochany jest w Młodym, wgapia się w niego jak w obrazek, tuli się jak do mamusi.

Cyprys – najpiękniejszy czarny kot na świecie. Ogromny i rośnie. Wampirzy – zmienia zęby i łazi mi po domu z podwójnymi siekaczami. Zrobił sobie dziurę pod pachą, czym mnie wystraszył i wylądował u wterynarza. Werdykt – ja (pierdoła) źle zrobiłam zastrzyk i to jest odczyn. Dziura się zasklepia samoistnie, chociaż Cyprys zaciekle zdziera sobie strupa. Cyprys jest kotem milusińskim i zazdrosnym, przybiega do mnie kiedy głaszczę inne koty, bo on też chce! I spojrzenie ma cudne, prawie jak Jodła.

Świerczek – przystojniacha różowonosy z niego się zrobił. Uwielbiam na Świerczka patrzeć kiedy leży na oknie albo na drapaku. Leży i urok roztacza. Z każdym dniem pięknieje, jak gadał tak gada, zawsze mnie to wzrusza, kiedy tak podchodzi do mnie, spogląda głęboko w oczy i każe się podrapać po łepku. Również wampirzy.

Limba – mruczydło. Coś się takiego jej porobiło, że mruczy i mruczy. Jedno głaśnięcie i już włącza motorek. Ma prześmieszne białe włoski na czarnych uszach. I nosek coraz bardziej spiczasty, jak myszka.

Morelka – panna rośnie, wydłuża się, szczapowata taka jest. I gadatliwo-skrzekliwa przeokropnie. Wystarczy ją zawołać po imieniu, a ta już leci i skrzeczy. Jak się ją rozmizia, to biegnie ciumkać koc (nauczyła się tego od Cyprysa i Limby). Ładna jest, skubana, coraz ładniejsza. I wszędzie jej pełno, fryga taka no. Przez dwa dni okropnie się jeżyła na białego intruza, ale przeszło jej i teraz go morduje już bezstresowo.

Czapeczka zwany Kluskiem, czyli biały intruz. Biały, brytkowaty, krótkołapy, krępy i mięciutki – no taki klusek. Zadomowił się, odkrył akwarium z rybkami, drapak i ogony innych kotów. Przytula się całym sobą, mruczy cicho ale intensywnie. Zakumplował się z młodzieżą, do której pasuje kolorystycznie. Koci katar na wykończeniu, kleszcze już wszystkie padły, łapka się goi.

Koty rezydentne:

Szczurek jest namolny i rozwala mi się na klawiaturze powodując nieoczekiwane uruchomienia bądź zamknięcia programów, Całka jak zwykle cichutka, Młody niańczy młodzież (Iglaka głównie), Miś zrobił się niegrzeczny i łazi po półkach z kwiatkami, Niespodzianka wychowuje Morelkę – w końcu też trikolorka, a to zobowiązuje, Żwirek niegrzeczny jak zwykle, Muchomorek wyleguje się przy miskach jeśli są puste i patrzy na mnie z wyrzutem.

Zmobilizowana przez Wu powoli dodaję linki do zdjęć kotów, które były u nas szukając domu. Uf uf, na razie ciągle tkwię w 2006 roku. Powoli, powoli będę uzupełniać. Zapraszam.

Wygląda na to, że pozbyliśmy się (prawie) wszystkich kleszczy z Czapeczki. Powoli pozbywamy się też kociego kataru.

Czapeczka

A Morelka rośnie, choć nadal jest w stadzie najmniejsza. Nie przeszkadza jej to ganiać wielkich kotów, nawet największy Żwirek przed nią wieje. Morela wygląda jak księżniczka na ziarnku grochu, ale pod tym ślicznym futerkiem kryje się silny charakter. Jest bardzo samodzielna i kochana.

Morela Ten, kto ją pokocha i weźmie do swojego domu, wygra los na loterii.

Leśne Ludki

Brak komentarzy

Dla zakochanych w spojrzeniu Jodły, spojrzenie Nimfy:

Nimfa

I kropka na nosie Rusałki:
Rusałka

Siostry Sisters z lasu, czyli Leśne Ludki, roboczo Nimfa i Rusałka.
Mają około pół roku, są piękne, wesołe, bardzo ze sobą zżyte. Ktoś się
ich pozbył porzucając w lesie, ale dziewczynki miały szczęście – dobra
dusza prawie je rozjechała, po czym złapała i zawiozła do lecznicy.

Czy spojrzenie Nimfy nie przypomina spojrzenia kota ze Shreka? A słodka
kropka na nosie Rusałki to jak wskazówka do całowania nochalka!

Leśne Ludki urzędują w lecznicy na Białobrzeskiej, są zdrowe, pełne
energii, szukają fajnego domku. W lecznicy nie mogą już mieszkać.

Leśne Ludki

Czapeczka do łazienki wprowadził się razem z całym stadem kleszczy. Najpierw myślałam, że to taka włoska familia, potem okazało się, że raczej całe plemię, a w końcu wyszło na to, że plemion jest kilka, a konkretnie cztery – białe, czarne, brunatne i różowe.

Tak tak, wczoraj wyciągnęliśmy z Czapeczki kilkadziesiąt (ponad 50 na pewno) kolorowych kleszczy. Kilka godzin roboty, zaangażowanie trzech osób (galla, Wu i ja), specjalistyczny sprzet czyli pęseta na krzyż. Dziś powtórka z rozrywki, zauważyłam na Czapeczce kolejnego kleszcza (czarnego), przez noc się napił i ujawnił, wczoraj w nocy nie było go widać.

A Czapeczka anielsko cierpliwym kotkiem jest, przez kilka godzin wczoraj dał się iskać, przekręcać, wyginać. I tylko mruczał przy tym. Nie szarpał się nawet przy wyciąganiu kleszczy spomiędzy wibrysów albo z okolic siusiaka. Czapeczka mruczy też przy wpuszczaniu kropli do oczu. Czapeczka to super kotek! Dobrze, że nie został pod tują, te kleszcze by go dosłownie zjadły.

Od wczoraj mamy w domu kolejnego kociego gościa – białego Czapeczkę.

We wtorek zadzwoniła do mnie p. Kamila, która dokarmia koty m.in. pod tują, spod której są Cyprys, Iglak, Świerczek i Limba. Okazało się, że tuja ma nowego lokatora… Ktoś porzucił młodego, białego kociaka. Kotek nie był dziki i nie stawał na przedniej łapce.

Cóż było robić… Wczoraj raniutko pojechałyśmy tam z gallą i złapałyśmy kociaka. Od razu było widać, że to domowy, przerażony kociak. Do klatki-łapki wszedł w mojej asyście, zamknęłam za nim drzwiczki. Gdyby było wiecej czasu, pewnie by się ośmielił i wszedł mi na ręce.

W lecznicy okazało się, że biały kotek to chłopak, bardzo brudny, chory na koci na katar. Łapka nie była złamana, tylko poduszeczki boleśnie zdarte do krwi, wetka orzekła „ostre hamowanie” – tak jakby kociak został wyrzucony z samochodu w czasie jazdy. Sponiewieraliśmy kociaka bardzo, został odpchlony, zbadany, wyjeto mu dwa ogromne kleszcze, wyczyszczono koszmarnie brudne uszy, dostał antybiotyk i odrobaczacz, oczyszczono łapkę. A on, chociaż się bał, zamruczał…

Biały Czapeczka zamieszkał w naszej łazience. Jest kochany, mizia się jak wariat – widać był bardzo stęskniony za pieszczotami. Ugniata brudnymi łapkami, ma apetyt, załatwia się do kuwety. Na razie nie wyglada pięknie, jest jeszcze brudny, z futerka wypadają mu martwe pchły, na łapkach i głowie jeszcze znalazłam stada malutkich kleszczy, oczy Czapeczka ma zagonione od choroby. Za kilka dni będzie piękny.

Czapeczka

… za to koty tak.

koty grzeją

Cyprys, Limba, Świerczek, Morelka, moja osobista Całka i ja.

Tuja w nowym domu

Jodła w nowym domu

..do nowego domu.
Moja najpiękniejsza burasia i najsłodsze spojrzenie. Cieszę się, że pojechały razem, łatwiej im bedzie odnaleźć się w nowym domu. I czekam na pierwsze relacje i zdjęcia dziewczynek.

Tujaki obżarły mi już rogala marcińskiego, zlikwidowały (paszczą) ryż, a tym razem… weszły w klimaty egzotyczne nieco.

Przedwczoraj Wu zameldował, że znalazł na podłodze pawia z pietruszką. Z pietruszką? W domu nie ma żadnej pietruszki przecież! Nawet w lodówce nie ma natki pietruszki, zresztą koty (jeszcze) nie opanowały sztuki otwierania lodówki, chociaż już kombinują jak by tu wskoczyć do środka, kiedy ja ją otwieram.
No więc o co chodzi z tą pietruszką, której nie ma w domu, a znalazła się w pawiku kocim?!

Sprawa pietruszki wyjaśniła się wczoraj. Zobaczyłam jak Iglak obżera kolendrę, co to miała być do curry. Kolendrę! Zielsko o bardzo specyficznym i silnym smaku i zapachu, którego wiele ludzi nie znosi! Cilantro! Co to kilka dni uczyłam się na własnych kubkach smakowych, że to jest smaczne i fajne, i w ogóle.

One naprawdę są jakieś dziwne. Te małe koty.

Małe wyjaśnienie dla początkujących kociarzy – paw zielskiem nie znaczy, że zielsko nie smakowało. Paw zielskiem to znak, że zielsko zostało spożyte i spełniło swoją rolę, czyli oczyściło żołądek. W tym celu hodujemy kotkom owies, który one namiętnie pożerają, aby potem zwrócić. Trochę to zakręcone – ludzie hodują zieleninę po to, żeby koty mogły je spożyć, pawnąć, a ludzie te pawie posprzątać. Jeden z uroków życia kociarza.


  • RSS